Beneficjenci splendoru

monte-del-fraJak wiadomo, blogerem winiarskim się zostaje dla splendoru i apanaży. Czerwone dywany, światła reflektorów, wywiady, wizyty w zakładach pracy, podróże po całym świecie – czy błyskotliwa kariera i życie opływające w luksusy nie jest warte zaprzedania ułomnego pióra w służbę możnym winiarskiego świata, importerom i decydentom? A dodać musimy do tego jeszcze płynące szerokim strumieniem darmowe wino, dzięki któremu wszyscy my, minoderyjni pieczeniarze, jesteśmy wiecznie na delikatnym rauszu i łacno można nas nakłonić do napisania największej nawet bzdury…

Osobiście dostaję tak dużo wina, że większość rozdaję ubogim lub po prostu wylewam do zlewu, a notki degustacyjne przeklejam wprost ze stron producentów – tak jest najszybciej i najwygodniej. Czasem jednak zdarzy się jakaś przesyłka szczególnie interesująca,  z regionu, który się lubi, a uważa za niedoceniany – wtedy wzdycham ciężko, zakasuję rękawy i biorę na siebie ciężar niesienia kaganka oświaty. Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś, to są zwyczajne dzieje.

Nie inaczej było z przesyłką od znanego importera Wineonline – wyborem win od producenta z regionu Veneto, Monte del Fra. Na pierwszy ogień poszło lekko musujące fra’ttino vino frizzante, niestety dość landrynkowe i raczej pomijalne. Biel, w postaci Bianco de Custoza, a więc kupażu z tej mało znanej w Polsce apelacji znad jeziora Garda, zaczęła się od lekko gruszkowego nosa, z wyraźnie wyczuwalną słodyczą. W ustach chłodne, z delikatną goryczką, soczyste, mocno ziołowe, trawiaste, nie okazało się może hitem, ale winem dobrym i solidnym na pewno.  

Prawdziwa zabawa zaczęła się jednak przy czerwieni. Bardolino to jedna z moich ulubionych włoskich apelacji. Jej interpretacja z Monte del Fra, z rocznika 2012, jest  nieco siermiężna i rustykalna. Sporo tu nut pestkowych, trochę aptecznych, owoc jest mocno dojrzały, ale całość ma elegancki drive i wciąga, pomimo całej prostoty.

Valpolicella 2013 okazała się lekuchna, wyraziście kawowa w nastroju, o ledwie zaznaczonej taniczności, mięciutka i pluszowa. Ot, niewinna przyjemnostka. Znacznie poważniejsze wino to Corvina 2010 –  pyszne, pełne smaku, z odrobiną suszu, ale przede wszystkim ziołowe. Smakuje liściem laurowym, zielem angielskim, białym pieprzem. Elegancko, powściągliwie i zarazem smakowicie – dobra jakość owocu, zero przeciążenia. Soczysta, smaczna butelka.

Valpolicella Ripasso Classico Superiore 2010 Lena di Mezzo to kwintesencja stylu tego producenta – na ile oczywiście udało mi się go wydedukować na postawie otrzymanego zestawu.  Wino mocne, wyraziste, nieco wyniosłe, trochę grafitowe, a trochę krwiste, lecz przy całej swojej sile – eleganckie i powściągliwe. Szacun i w ogóle, choć przyznam się bez bicia, że więcej przyjemności z samego picia dała mi Corvina.

Podsumowując, wina z Monte del Fra obok podstawowej zalety, jaką jest fakt, że nic mnie nie kosztowały, mają jeszcze co najmniej jedną. Są naprawdę dobre. I to akurat piszę zupełnie, zupełnie serio.

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s