Listopad bez tra la la

IMG_20131121_193054Listopad to dla Polski niebezpieczna pora – pisał geniusz Wyspiański i wiedział, co pisze. Oto bowiem od kilku tygodni żyję w jakimś winiarsko-gastronomicznym świecie równoległym, który ma formę dysku, niesionego przez kosmos przez cztery gęsi (dwie kołudzkie i dwie biłgorajskie), które z kolei stoją na grzbiecie włochatej mangalicy, podczas gdy wokół przelatują niczym komety kolejne butelki wina.

Z tego listopadowego szaleństwa kilka momentów chciałbym ocalić, dla potomności. Żeby nie przynudzać, nie zamieniać bloga w kronikę towarzyską – momentów właśnie. Nieruchomych kadrów, ulotnych wspomnień, chwil tego wartych.

Najpierw – Wina Świętomarcińskie ze Srebrnej Góry, pierwsze takie w Polsce. Niby pierwsze koty – a właściwie gęsi – za płoty, ale jakie to gęsi! Zwłaszcza gąska zielona, a więc wino białe, to eksperyment udany nadzwyczajnie – rześkie, dobrze kwasowe, soczyste, które łykam jak młody pelikan.

IMG_20131121_193211

Drugi moment – gala Grand Prix Magazynu Wino i szeroki wybór chorwackich Graševin, a wśród nich ta jedna: Graševina Premium 2010 od Antunovič, wino po prostu wybitne, pełne i wyraziste, ale zupełnie wolne od ociężałości. Perła lśniąca wśród wielu innych znakomitych win oraz wydarzeń towarzyskich o doniosłym dla przyszłości znaczeniu.

Potem pamiętam, jak zjadam serdelka. A potem jest już Koziarnia, a w Koziarni m.in. Adam Chrząstowski i Zbyszek Kmieć i spełniamy ostatnią posługę dla Chrumka, który gdyby wiedział, w jak obłędne schabowe się przemienił, byłby bez wątpienia urósł cały z dumy.

A potem jest gala Człowieka Roku Czasu Wina w Dworze Sieraków, wielki Johnson Hugh (śpiewamy mu!) kroi tort szablą, a ja mam w kieliszku nadbalatoński Kekfrankos 2006 od Huby Szeremleya i wiem, że to wino, które zapamiętam na naprawdę długo – ulotne, wręcz powietrzne, pełne witalności, wigoru, sprężystości, wyrastające ponad tę konkretną chwilę i to miejsce.

Kolejna stop-klatka. Na Lipowej w Krakowie otwarcie Krako Slow Wine – nowego wine-baru z winami z Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim od małych, rodzinnych producentów. Tu jest doskonały szomloński Kolonics, są nowoczesne, biodynamiczne wina tokajskie od Marty i Stefana Wille-Baumkauf, jest świetne wnętrze i takaż atmosfera. No i ten jesiotr z grilla!

IMG_20131121_193022

A potem pac! i jestem w Londynie i siedzimy z Tomkiem Kurzeją w Green Man and French Horn, świetnym bistro z naturalnymi winami nadloarskimi, z nosami w kieliszkach, i nie jesteśmy w stanie uwierzyć w swoje szczęście. W kieliszkach są bowiem cuda ze szczepów rzadkich lub tylko pogardzanych: Labouriou (szczep Abouriou) od Marka Pesnot, le Boit Sans Soif (szczep Grolleau) z La Coulée d’Ambrosia czy wreszcie Gamay Sans Tra La La z Domaine de la Garrelière… Każde inne, ale wszystkie żywe, ekspresyjne, prawdziwe, nieoczekiwane. Takie wina potrafią dać kopa nawet najbardziej znudzonemu degustatorowi. 

A teraz, teraz, w tej właśnie chwili jest gdzieś tam Beaujolais Nouveau, które pierwszy raz od lat spędzam sam, z  całkiem co prawda miłym Fleurie z Marksa i Spencera – ale tęskniąc jak cholera, za towarzystwem i za boskim Gamay, takim właśnie bez tra la la.

Advertisements


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s