Wieko

Ulegam rozkładowi, przy czym rozkład zmienia się co kwartał. Przesypuję się w popiół a potem się na nowo z tego popiołu lepię. By żyło się jeszcze chwilę, by żyło się lepiej.

Przykrywam się wiekiem, coraz dokładniej, coraz doszczętniej. Stopniowo redukuję się i utleniam, aż zostanie ze mnie tylko znikający punkt i – puf! – całkiem się stąd stlenię.

Mam w nosie więcej i więcej, bo mi nos ewoluuje. Czuć mnie myszką. Starym tokajem. Bardziej rumiankiem, bardziej kamieniem. Woskiem znicza, garścią wilgotnej ziemi. Solidnie zamkniętą dębiną.

Ale przecież, choć zniknę, wrócę, tak mam obiecane. Nie jako dusza snuć się po ziemi, nie upiorem, lecz ciałem. I jaki zmartwychwstanę? Taki jak dziś? Jak dziesięć lat temu? Czy – nie daj Boże – taki, jakim się z padołem pożegnam? Giorgio Agamben przypomina wielusetletnie dywagacje na ten temat najtęższych teologicznych głów – jakie będzie to nasze idealne zmartwychwstałe ciało. Czy będzie pragnęło? I czego?

A ja się zastanawiam, jak będzie pachnieć. I wiem, czuję to, niemal zmysłowo. Jak przez wieki święci, jak stygmatycy, którzy roztaczali wokół siebie duszną, upojną kwiatową woń, tak i my wszyscy powrócimy na ziemię w chmurach różanych aromatów Gewurztraminera, słodkich i cielistych, donośnie cielesnych. Przyobleczeni w idealne ciała, zależni tylko od tych pragnień, których będziemy pragnąć sami.

Ale inny głos, nie milknąc, powtarza: jesteś nieziszczalny. Wieko, po wieki wieków, cię czeka. Wieko.

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s