Terror Mechajurora

IMG_20131023_161449Raz w życiu, całkiem zresztą niedawno, przyszło mi zeznawać przed sądem – w sprawie cywilnej, czystej jak łza, gdzie mogłem z powodzeniem mówić samą prawdę i tylko prawdę. W małej, obskurnej salce krakowskiego sądu pociłem się jednak z każdym słowem tej prawdy jak ruda mysz, widząc w siedzącej naprzeciwko sędzinie – sędzinę. Nie normalną kobietę, o kilka może lat ode mnie starszą, dość elegancką choć nieco znudzoną – lecz wcielenie boskiej wszechwiedzy i sprawiedliwości, niemalże samą Temidę.

Czy naprawdę wystarczą te zewnętrzne atrybuty,  toga ze sztucznego tworzywa i  gruby łańcuch na szyi, żebyśmy oboje – sędzina i ja – weszli w swoje role? Oczywiście, że tak. Wystarczy poczytać opisy słynnych eksperymentów Zimbardo…

Nachodzą mnie takie refleksje, kiedy sędziuję od czasu do czasu w winiarskich konkursach. Wchodzę wtedy w rolę po czubki uszu i czuję, jak przenika mnie skłonność do szafowania wyroków lekką ręką. Zastanawiałem się, jak się tej ułudzie omnipotencji przeciwstawić – i doszedłem do wniosku, że jedynie podziwem dla tych win, które zasługują na to w moich oczach, nosie, ustach, a nie w jakichś wyobrażeniach o tym, co może być dobre dla innych ludzi, a co nie. Staram się być zgodny ze swoim sumieniem – tylko tak, nie inaczej, oddam tym winom sprawiedliwość.

Dopiero co ją oddawałem podczas finałowego głosowania Grand Prix Magazynu Wino 2013 – w kategorii win czerwonych. Gdy po głosowaniu w ciemno opadły z flaszek niczym opaska Temidy degustacyjne skarpety,  jak zwykle w takiej sytuacji miałem okazję porównywać na ślepo poczynione wybory ze swoimi codziennymi preferencjami. I mam spokojne sumienie, rzeczywiście lubię to, co lubię.

DSC_0348

I tak w kategorii do 50 zł na pierwszym miejscu postawiłem naturalistyczne w ekspresji, rustykalne  Bourgogne 2010 z Chateu Bonnet, na drugim kwiatowo-pikatne, obłednie pijalne Refosco 2011 z Castello di Porcia na trzecim zaś  upojnie pysznego, umiejętnie potraktowanego dębiną  węgierskiego Zweigelta 2009 od Feketego.

W kategorii do 100 zł także nie udało mi się specjalnie zaskoczyć. Przysłowiowa palma pierwszeństwa trafiła do Flor de Brezo 2011 od Gregory Pereza z Mencii – to wino naturalne, z przyjemną nutą lotnej kwasowości i fantastyczną wiśniową ekspresją. Na drugim miejscu kolejne Pinot Noir, tym razem austriackie – Graf Hardegg 2011. Bardzo soczyste, pełne, a zarazem eleganckie, nie może się nie podobać. Stawkę zamyka pieprzna i kwiatowa Touriga Nacional 2010 z Quinta Dos Roques z Dao.

I wreszcie budząca największe emocje cenowa kategoria open, czyli mówiąc po staropolsku – sky is the limit. Tutaj komplet moich punktów trafił nolens-volens do postaci wielce kontrowersyjnej – winiarz-naturalista Fulvio Bressan ostatnio wsławił się bowiem głównie idiotycznymi, rasistowskimi komentarzami, których przytaczanie tutaj jest poniżej mojej godności. Wypisywane przez niego bzdury zakończyły się nawoływaniem do ekonomicznego bojkotu. Więc choć w ciemno jego Schioppettino 2006 nie miało sobie równych sprawa nie jest prosta. Czy powinniśmy czytać Pieśni Ezry Pounda mimo jego faszystowskich poglądów? Wgłębiać się w prozę kolaboranta Celine’a? Pić wina Bressana? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, ja będę ich unikał.

DSC_0343

Miejsce drugie to trzeci już Pinot Noir – a właściwie pięknie ewoluowane włoskie Pinot Nero z Tennuta Mazzolino, trzecie zaś Valpolicella La Bandina 2007.

DSC_0350

I to tyle raportu z mojego sumienia. Jakie wina dostaną medale kolektywną decyzją jury dowiemy się już wkrótce, 8. listopada podczas Gali Grand Prix Magazynu Wino.        

Advertisements


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s