Alma Mater

almaAlma Mater, Matka Karmiąca. Karmi nas i owszem, ta Alma, ile to już lat karmi ego klasy średniej, przy okazji odchudzając jej portfele. Ten blichtr delikatesowy, te produkty egzotyczne, te piękne opakowania – do niedawna wszyscy chętnie płaciliśmy więcej za tę nową masową ekskluzywność, poręczoną ceną i designem obietnicę wyjątkowości. Tak, Alma (a przy okazji Piotr i Paweł, Bomi i kilka innych sieci) wychowały sobie nowe pokolenie lifestylowych konsumentów. Wychowały i odchowały – by znaleźć się nagle, w chwili, gdy do drzwi zakołatał kryzys, w wyjątkowo niekomfortowej sytuacji.

Jedni z odchowanych przez Matkę Karmiącą klientów poszli w dyskonty, które zrozumiały, że na krewetkach i winie też da się coś ugrać. Płacili mniej za to, co nadal zaspokajało ich aspiracje.  Inni, prymusi, zaczęli włoskie produkty kupować u Włocha, francuskie u Francuza, a wina w specjalistycznych sklepach z winem. Alma została po środku.

Ale ostatnio się zmienia. Jest linia produktów Food&Joy, własnej marki, ponoć dobrych jakościowo – i są wina nowe, wyselekcjonowane przez, jak ptaszki w branży ćwierkają, osobę z wieloletnim w tej dziedzinie doświadczeniem. Pobieżna i przypadkowa właściwie degustacja – szybkie zakupy w drodze do domu – zdaje się te plotki ptasiego radia potwierdzać.

Na warsztat trafiło najpierw rzadko w Polsce spotykane Cremant de Bordeaux, od dużego negocjanta Jean-Baptiste’a Audy – metodą tradycyjną zdziałane wino musujące z tego emblematycznego regionu. I co, tu dużo mówić, świetne było – bogate, z finezyjnym musem, nieprzesadnie jesienne w wyrazie, za to z wyraźną naturalnością, jakąś podwórkowością w klimacie. Mniam.

Potem przyszedł czas na trzy z nieco szerszego wyboru win z włoskiej Kampanii, z Azienda Agricola San Salvatore – również bardzo słabo reprezentowanych w Polsce. I znowuż świetnie – i to pomimo bawołów na etykiecie! Calpazio 2012 (100% szczepu Greco) jest wdzięczne, pneumatycznie wręcz lekkie i złociste. Falanghina 2012 gęsta, cytrusowo-morelowa z niuchem wosku, ładnie zbudowana, południowa ale bez cienia ociężałości. Aglianico 2011 zachowuje świetny balans między srogim i zdystansowanym charakterem szczepu a soczystą pijalnością – to jest interpretacja w najlepszym znaczeniu tego słowa komercyjna, bo po prostu chcę się to wino kupować, tak jest smaczne i poważne zarazem.

Cieszy, że nie tylko brytyjskiej proweniencji Marks&Spencer, ale i rodzime delikatesy potrafią wynaleźć perełki i sprzedawać je w konkurencyjnych cenach – wszystkie z powyższych butelek kosztują w okolicy 60 zł i są tej ceny warte.

Reklamy

One Comment on “Alma Mater”

  1. Co do Almy to faktycznie pojawiają się różne perełki. Ja się zasadzam na wina z Sycylii, sprowadzili coś takiego: https://www.facebook.com/enofazapl/posts/395779087218302 A Food&Joy… mam nadzieję, że produkty lepsze od angielszczyzny na opakowaniach. Może należę do wyjątków, ale nie czuję się dowartościowany wrzucając „Krakowska sausage” czy „Plckled cucumbers” do koszyka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s