Srebrna Górą!

IMG_20130812_195227

Twórca i tworzywo, czyli Mirek Kwiatkowski i terroir Srebrnej Góry

Na początku było słowo. Potem plotka stugębna, pierwsze uczone opracowania – oto na krakowskich Bielanach, u stóp klasztoru kamedulskiego powstaje winnica jakich na próżno szukać w regionie, a i w Polsce idzie na palcach jednej ręki zliczyć. Kilkanaście hektarów winorośli, poważne inwestycje w sprzęt do winifikacji, ambitne założenia marketingowe…

Aż wreszcie słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Pierwsze wina z Winnicy Srebrna Góra trafiły kilka dni temu do sklepu wina.pl. I zdarzył się cud. A właściwie kilka cudów. Po pierwsze, okazuje się, że w Małopolsce może powstawać wino o europejskim profilu, bez cienia zieloności, bez przykrych lisich nut, nawet wtedy, gdy powstaje z odmian hybrydowych. Po drugie, okazuje się, że bardzo dobre polskie wino może w handlu detalicznym kosztować poniżej 40 zł. Po trzecie może się wreszcie dobitnie okaże, jak błędna i niezrozumiała jest polityka splendid isolation kilku innych ambitnych projektów winiarskich w Polsce (Mierzęcin, Stara Winna Góra Krojciga) – że polski konsument i zagraniczny turysta są warci tego, by o nich zabiegać.

Dwa podstawowe wina ze Srebrnej Góry, te w cenie 39, 90 zł, to białe Cuvee 2012 z odmian Johanniter, Hibernal i Solaris oraz stuprocentowy Regent 2012 – oba są świetne, przy czym regent świetniejszy. Białe Cuvee łączy w nosie nuty szarej renety, melona i cytrusów, w ustach jest wyraźnie jabłkowe, krągłe i przyjemne, z akcentem szarlotki – to zasługa dość wysokiego cukru resztkowego, zbilansowanego jednak elegancko kwasowością. Pije się świetnie, a dodatkowo – jak we wszystkich winach z tej winnicy – zachwyca dojrzałością gron. Wino czerwone, Regent, jest wprost znakomity – Mirek Kwiatkowski ze Srebrnej Góry mówi, że miało to być fajne, uniwersalne wino do jedzenia, moim zdaniem jest czymś więcej. Ze swoim pięknym, poważnym, głębokim nosem, czystością owocu i eleganckimi garbnikami jest po prostu winem kompletnym – a jego cenę możemy uznać za wręcz skandalicznie niską.

Nieco wyższą półkę cenową (49 zł) reprezentuje Rondo 2012 – nie tak ujmujące jak Regent, ale pokazujące, co może dać z siebie ta popularna w Polsce odmiana. Sporo w nim anyżu, śliwki, nieco zwyczajowych tartych buraczków, ale w lekkich, nieco piwnicznych ustach jest kawał dojrzałego, soczystego i wciągającego owocu. W tej samej cenie dostępny jest też półsłodki Hibernal 2012, jak na swoją kategorię dobrze zbalansowany, o wyrazistym, przywodzącym na myśl Sauvignon Blanc czy Gruner Veltlinera cielistym charakterze. Może się podobać.

Jeszcze półka wyżej – czyli wina za 59 zł. Po pierwsze, rewelacyjny, potraktowany akacjowym  drewnem Seyval Blanc 2012 – krągły, przywodzący na myśl Viognier, pełen gruszek, ziół, białych kwiatów i miodu, szczodry, miękki i wręcz zniewalający. Po drugie, Cabernet Cortis 2012, potraktowany dębiną, w degustacji w ciemno – jestem tego pewien – nie do odróżnienia od  Cabernet Sauvignon z Chile. Jest w nim porzeczka, jest mielona słodka papryka, są goździki i inne przyprawy korzenne. Ciut jest tępe za sprawą drewniastego komponentu, może mu się on wtopi, nie jest to moja bajka do końca – ale trzeba go docenić jako znakomicie zrobione wino, które w kraju rozkochanym w nowoświatowych Cabernetach może okazać się przebojem.

No i wreszcie szczyty Srebrnej Góry. Tutaj znajdziemy dwa kupaże za 65 zł – Rieslinga z Gewurzem, ujmujący miodowo-kwiatowy, herbaciany, z wyraźną nutą pączków z różą i cytrusową końcówką w ustach – oraz wyraziście kwasowy, jabłkowy, z nutą drożdżową Pinot Gris z Auxerrois

Najwyższe piętro okupują Chardonnay i Pinot Noir – przy czym ich cena, 75 zł, jest wciąż jak na polskie standardy umiarkowana. Chardonnay 2012 jest potężne, cieliste i majestatyczne – a przy tym zupełnie niewysilone, autentyczne,  bo jego splendor płynie z owocu-klejnotu, a nie jego drogocennej oprawy. Pyszne wino. Z Pinot Noir 2012 mam pewien problem, przy dobrej kwasowości i rasowej barwie brakuje mu świeżości, jest nieco przegotowane, a orzechowe posmaki sugerują utlenienie…

Z tym jednym jednak właściwie wyjątkiem jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Nie twierdzę, że Srebrna Góra to ziemia obiecana polskiego winiarstwa – ale jestem przekonany, że pierwszy pochodzący z niej, zabutelkowany rocznik to kamień milowy w jego historii. Warto te wina pić dla przyjemności i ku serc pokrzepieniu, warto dla patriotycznej satysfakcji że Polak potrafi i nawet dla tego arcypolskiego ukłucia zazdrości, że się komuś udało. Kto wie, może na niektórych podziała to motywująco?

WSG-butelki-2013

Reklamy

5 Komentarzy on “Srebrna Górą!”

  1. rurale pisze:

    Kuba, ja Cię proszę… Ty, poszukiwacz oryginalności za wszelką cenę, któremu nie straszne wina pomarańczowe i te które wydają woń zużytych szpitalnych bandaży:) Dlaczego używasz kliszy, kalki, stygmatu? Chilijski cabernet sauvignon, bo jego się czepiam. Nie zamierzam za niego umierać, ale przecież dobrze wiesz, że jest różny. Dobry, zły, stary, młody, po byku i taki całkiem cienki etc. Ciężko o uogólnienie. Zostaje tylko wrażenie, że w to Chile, wszyscy walą jak w bęben, bo takie właśnie mają wrażenie:) A to chyba trochę za mało.

    pozdrawiam

  2. rurale pisze:

    Na marginesie dodam, że w Chile tez robią wina pomarańczowe. Jest tu taki Francuz, niejaki Louis Antoine Luyt, którzy przewodzi offowym winiarzom grupy Chanchos Deslenguados. W pomarańcz próbuje głównie zamienić muscat. W oranż zaczyna się bawić również mainstream, jak choćby De Martino (też muscat z serii Viejas Tinajas). Próbowałem, ale nie podejmuję się oceniać. Bandaże to przy tych winach pikuś:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s