Coś innego, gdzie indziej

IMG_20130324_183227Powinienem teraz robić coś innego. Powinienem wysłać K. namiar na pensjonat w Egerze, bo chłopina mnie prosi od tygodnia. Powinienem skręcić płomień pod rosołem i zdecydowanie staranniej go odszumować, bo mu teraz podejrzane fuzle pływają po wierzchu. Powinienem dopieszczać prezentację na degustację, która już we wtorek. Powinienem z palmą pod pachą zaiwaniać do kościoła. Powinienem czytać „Fantomowe ciało króla” Jana Sowy, w którym się autor bierze za bary z historią naszej części Europy… Wszystko to powinienem i nic z tego nie robię.

A co robię? Przymykam oczy i pozwalam, żeby czas płynął. Wyobrażam sobie siebie gdzie indziej, nie robiącego zupełnie innych rzeczy, które powinienem robić, niż te, których nie robię teraz. Wszystko inne – miasto, pogoda, ludzie, życie –  tylko ja tak samo nic nie robiący, uśmiechający się do płynącego czasu i łypiący na to wszystko, tak inne, zza półprzymkniętych powiek.

Płynie mi czas i wino mi do niego płynie, takie też jakby bezczasowe. Niegdysiejsze etykiety, nieszczególnie ceniony region, jakim jest włoska Emilia-Romania, a w butelkach mało poważane szczepy – choć moim zdaniem jedne z najciekawszych we Włoszech, bo dają idealne wina codzienne, bezpretensjonalne, ale zarazem jakby stworzone są do naturalistycznych eksperymentów.

Producent, którego wina płyną mi niespiesznie wraz z czasem, nazywa się Fratelli Braghieri i nie wiem o nim nic więcej, ponad to, że wina fermentują na naturalnych, dzikich drożdżach. Pierwsze z nich to białe, lekko musujące Ortugo 2011 – czysta, nieco perwersyjna przyjemność, najkrócej mówiąc: alkoholizowana galaretka agrestowa, choć nigdy nie pomyślałbym, że użyję takiego porównania w sensie pozytywnym. Cóż, ludzie się starzeją, serca miękną.

Drugie wino to Gutturnio 2011 – kupaż Barbery i Bonardy, wino chłopskie w najlepszym tego słowa znaczeniu: otwierające się mocną, podwórkową nutą brettu, która jednak szybko ustępuje. Zostaje wino mocno kwasowe, z odrobiną słodyczy, krwisto-metaliczne, smakujące sokiem z granatów i wczesnym, letnim popołudniem.

Powinienem pewnie napisać o tych winach coś więcej. Cóż, wybaczcie. One tego nie potrzebują, Wy jak sądzę też nie. A ja? Ja jestem teraz gdzie indziej i nie robię czegoś zupełnie innego.

Reklamy