N

Perec

George Perec

Z Georgem Perekiem nie łączy mnie praktycznie nic, poza tym, że uwielbiam go czytać. On był benedyktyńsko konsekwentny w swoim pisarstwie – a ja wiadomo. Jemu rosła bujna czupryna i finezyjny zarost – a mnie wiadomo. On opętany był obsesją porządku, rozumianego nie jako minimalizm, ale jako kategoryzowanie, katalogowanie, indeksowanie, fiszkowanie, słowem: porządkowanie bytów i przedmiotów w przestrzeni – a ja wiadomo.

W wydanym niedawno przez Lokatora tomie esejów Pereca – choć może właściwiej byłoby mówić o drukach rozproszonych – znajduje się porywający tekst (świetnie przełożony przez Ewę Wieleżyńską) Próba zinwentaryzowania pokarmów płynnych i stałych, jakie pochłonąłem w ciągu tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego czwartego roku.

Porywający jest on z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze dlatego, że osobiście z trudem przychodzi mi przypomnieć sobie, co jadłem w ciągu ostatniego tygodnia. Po drugie, jest żywym dowodem na ubóstwo naszej kuchni, nie tylko PRL-owskiej, ale i współczesnej. Rzućcie, proszę Was, tylko okiem…

Inwentarz

No i wreszcie wino. Perec pił mnóstwo. Dwadzieścia sześć razy cahors, trzynaście razy beaujolais, dziewięć razy cotes-du-rhone, dziewięć razy chateneuf-du-pape, dziewięć razy bordeaux, sześć razy margeaux ’62, siedem razy savigny-les-beaune, raz romanee-conti ’64… A to tylko skromny wycinek imponującej listy.

Inwentaryzowałem ten inwentarz podwójnie zazdrosny, o wina i o pilność w ich wynotowywaniu, o zdolność do wyprowadzenia w tej kwestii indywidualnych statystyk, z którymi zwykle mamy do czynienia tylko w odniesieniu do zawodowych futbolistów – aż wreszcie dobrnąłem do końca i zobaczyłem brzemienną frazę n innych win. Jeśli więc nawet on mógł stracić rachubę, ja mogę tym bardziej!

W innym eseju Perec mówi: Tak czy owak, mam świadomość, że kiedy porządkuję, układam, gdzieś indziej będą miały miejsce zdarzenia, które zburzą ten ład (…). To stanowi część tej sprzeczności pomiędzy życiem a instrukcją obsługi, między zasadami gry, jakie ustalamy, a paroksyzmem prawdziwego życia, które nieustannie pochłania, niszczy ten porządek, zresztą, na szczęście.

Za ten paroksyzm chciałbym wznieść toast. Niekoniecznie romanee-conti ’64. Jednym z N win, które akurat jest pod ręką.

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s