Miniaturowy świat

Hotel RoomLubię hotele. Sypiam w nich tak często, że czasem wydaje mi się, że w końcu w którymś zamieszkam.

Mieszkanie w hotelu to wyobcowanie podniesione do rangi deklaracji. Podróżowanie jest  uciekaniem, a ucieczka jest anonimowa – dlatego do księgi gości wpisują się Pan i Pani Smith. Hotele to nieustanne napięcie pomiędzy Ja-podporządkowujący-sobie-przestrzeń i Przestrzeń-podporządkowująca-sobie-mnie. Nigdy nie czuję się w nich na miejscu, ale jednocześnie uwodzą mnie bez reszty wizją wygodnego życia bez zobowiązań, jakie zawsze było udziałem hotelowych rezydentów.  Od Marka Twaina do Sida Viciousa w Hotelu Chelsea. Od Tom Waitsa do Blondie w niesławnej, nieczynnej już Tropicanie na Santa Monica Boulevard.

To właśnie mieszkając w Tropicanie, z Chuckiem E. Weissem i Rickie Lee Jones, Tom Waits nagrał Nighthawks at the diner – album zainspirowanym obrazem Edwarda Hoppera, który malował nie tylko nocne drugstory, ale też hotele. Kobiety czytające w hotelach.

Hotel to miniaturowy świat – miniaturowe szamponiki i mydełka, miniaturowe porządki w miniaturowym domu. Samotność w hotelu także jest miniaturą – w średniowiecznym sensie tego słowa, syntetyczną, alegoryczną ilustracją, poprzez różnicę skali uświadamiającą nam naszą samotność w świecie.

Na ziejącą ranę samotności nalepić można niewielki plasterek alkoholu. Dubravka Ugresic pisze:  Bo zastanówmy się przez chwilę, czym jest w istocie minibar? Minibar został zaprojektowany jak domek dla lalek przeznaczony dla dorosłych mężczyzn.(…) Minibar to swoiste zdrobnienie dla słowa grzech. Grzech w zdrobnieniu nie jest przecież grzechem, tylko symulacją grzechu, i w tym kryje się niezastąpiony terapeutyczny efekt minibaru.

I tu pojawia się problem. Słowa te piszę, oczywiście, w hotelu. Obok biurka znajduje się minibar, a w nim dwie buteleczki Dorato oraz dwie Sutter Home. Hotel ma sporo gwiazdek i centralne położenie w stolicy, ale co z tego? Dorato i Sutter Home.

Czy jest ratunek? Ja w Warszawie wybieram kolegów Marksa i Spencera. Mieszkają zaraz koło Dworca Centralnego, w Złotych Tarasach. Mają dobre ceny i równy, przyzwoity wybór win – bez olśnień, ale i bez ewidentnych mielizn. Butelki reprezentatywne dla swoich apelacji. I, przede wszystkim, sporo miniaturek, które można sobie schłodzić w minibarze, dla podtrzymania konwencji. Szampan. Beaujolais. Riesling.  Jeśli zacznie brakować miejsca w lodóweczce, proponuję wyciągnąć Dorato. Wyciągnąć, otworzyć i wylać do umywalki, mrucząc pod nosem inkantacje do miniaturowych hotelowych bóstw. Może następnym razem się zlitują.

Reklamy

4 Komentarze on “Miniaturowy świat”

  1. Kris pisze:

    Przywodzi mi Twój wpis na myśl, nie tylko przeżycia własne, ale i wspomnienie z jednego z tekstów Kapuścińskiego, w którym tłumaczył, jak obsesyjnie musi nabałaganić w pokoju hotelowym. Porządnie wybebeszyć walizki itd. I mnie też się to podoba. Znaczy nie robienie bałaganu, ale takie rozgoszczenie się. Nawet będąc gdzieś jedną noc, lubię porozkładać rzeczy w szafie, wyjąć buty itd. Taki odpał.
    Co do oferty minibarów, to jedyne co można z nimi robić, to wyciągać zawartość, żeby włożyć własną. Co oczywiście wprowadza nas na wojenną ścieżkę ze sprzątaczką, która wywali nasze rzeczy i przywróci właściwy porządek w korpo świecie. To znowu wspomnienie z Pavillon la Nation w Paryżu. Czy jak tam się ten hotel, który nam poleciłeś nazywał 😉
    A piwa chociaż dobre? Zacny żywczyk, albo tyskacz?
    Ostatnia impresja – moja obecna okolica (facepalm): Huta, całodobowy – ma pani coś z małych browarów?
    – Tak, mały Żywiec.
    Najlepszego!

  2. Szponn pisze:

    Aż dreszcz przeszywa – pokój hotelowy, obietnica kontrolowanej samotności. Samotności kuszącej kontrastową stylistyką Hoopera, no i minibarek – ołtarzyk tajemnie wyznawanej wiary. Ten pokój hotelowy z jego minibarkiem jest po prostu kolejną jaskinią, do której uciekamy, panowie… Ja też bardzo lubię anonimowość hotelowych pokoi, kablówki, ręczniczków i mydełek. Zasnąć na rauszu w hotelowym łóżku, w ubraniu, przed włączonym telewizorem, bezcenne, bo tak nieosiągalne w codziennym życiu 😉
    Żywiec, Tyskie? Tfu! Wino? Zależy. Whisky? Zdecydowanie tak!

  3. boryska pisze:

    Podróżowanie uciekaniem? 😀 Od czego? Ja mogłabym być w ciągłym ruchu, tak, by powrót do domu był ucieczką…

  4. Stach pisze:

    MInibar. Ołtarz wyznawców Podróży. Nigdy nie nalałem sobie do kielicha zawartości tych butelek, czy to w Polsce, czy Gdzie Indziej. Wino potrzebuje drugiego człowieka, ja najczęściej podróżuję sam. Sam co najwyżej piwo. Żeby napić się wina, wychodzę z hotelu, aby znaleźć kogoś, kto szuka mnie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s