Niechciej

LagreinNiby nowy, a nic się nowego nie chce. Krztusimy się smogiem. Brniemy przez błoto, tę syfiastą, gównianą mamałygę, w którą miasto zmienia śnieg. Zgarbieni, łypiąc na boki, byle dotrzeć, w zasadzie gdziekolwiek, byle nie utknąć na dobre w tym węglowym miale, w piekielnych wyziewach. Się chronimy w domach, ale wnętrza też nie przynoszą ukojenia, kaloryfery nas kąsają, więc wyglądamy tęsknie przez okna, z powrotem na to smrodliwe miejskie inferno. Znikąd nadziei.

Ale, ale. Przecież brnąc, ile razy ściskamy strudzonymi pachami wino. Ile razy nabożnie podzwaniają pełne go reklamówki, a kartony w naszych bagażnikach wpadają w nieprzyzwoite wibracje . Ta dobrze znana, choć czasami ciut zapomniana butelka u kresu dnia, przy stole, przytulona do jakiejś równie komfortowej potrawy – tego się idzie złapać. W styczniowej czerni, w czarnej breji nie oczekuje się olśnień, wystarczy promyk, płomyk, płomyczek.

A przecież może być i całkiem dobrze. Skądś wydłubuję butelkę producenta, którego mi nigdy nie dość, do którego zawsze tęsknię – Pinot Blanc 2008 od Pierre’a Fricka – i nagle ten grejpfrut, ta żółta śliwka, to pomelo, ten blask tu jest. A potem Kekfrankos Balf 2009 od Franza Weningera z węgierskiego Sopronu, z pięknym brettem na początek, odwirowujący się w naturalną plastelinę, soczystość i niepohamowaną wprost pijalność…

I jeszcze Lagrein 2010 od St. Michel-Eppan z Górnej Adygi, nieoceniony towarzysz ponurych zimowych wieczorów. Wino  z nutami podwórkowymi, marcepanowymi, odrobiną piwnicznego jabłka, szczyptą ziół i przygarścią mineralnego chłodu. Usta bardzo ładnie zarysowane, odświeżające, ale nie pozbawione głębi, zbudowane na kwasowości, z dobrym owocem i pyłowym, kamiennym tłem. Wraca się do jego nieco kalwińskiej surowości z ledwie skrywaną lubieżnością.

Chciałbym, żeby po kieliszku każdego z tych trzech win napił się ze mną nieszczęsny Osip Mandelsztam. On też za styczniem najwyraźniej nie przepadał.

mandelsztam

Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?

Otwarte miasto czepia się obrzydle…

Może mnie upił widok drzwi zamkniętych?

– Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.

 

I te pończochy rozszczekanych przecznic,

I te spiżarnie wykrzywionych ulic:

Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych

I w każdym kącie końca oczekuję.

 

I w dół porosły brodawkami mroku,

Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,

I łykam martwe powietrze w rytm kroków,

I gorączkują się gwarne gawrony.

 

A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,

Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:

– Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!

Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!

 

Osip Mandelsztam

przekład Stanisław Barańczak

Reklamy

4 komentarze on “Niechciej”

  1. mcg pisze:

    „…..Wino z nutami podwórkowymi, marcepanowymi, odrobiną piwnicznego jabłka, szczyptą ziół i przygarścią mineralnego chłodu. Usta bardzo ładnie zarysowane, odświeżające, ale nie pozbawione głębi, zbudowane na kwasowości, z dobrym owocem i pyłowym, kamiennym tłem. Wraca się do jego nieco kalwińskiej surowości z ledwie skrywaną lubieżnością….”
    A póżniej ,przy każdej okazji, ileż to jest gadania na temat „odczarowywania wina”, „uczłowieczania wina” ,”popularyzacji świadomego picia wina” i wielkich chęci by wino „trafiało pod strzechy”…

    • kubajanicki pisze:

      Cóż, taki to już mamy pluralizm, że jedni lubią pod strzechą, inni pod kandelabrem, odginając paluszek… Generalnie to dobre winko jest, tyle że wytrawne, a nie każdy lubi.

  2. lampkawinacom pisze:

    Panie kolego, poeto,
    To ja zgubiłem chodaka.
    Przechowasz Pan do maja?
    Przed zimą dałem drapaka.

    (Pozdrawiam z Ponte de Lima:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s