Jak w cyrku

W Mołdawii można doświadczyć różnych cudów. Na przykład ten przeklęty cyrk. Pusty, ponury, przeklęty cyrk, który nikogo nie bawi.

Cyrk w Kiszyniowie…

Niesłychany to budynek. Postawiona w 1981 roku betonowa fantazja na temat klasycznego cyrkowego namiotu, zarazem fascynująca i odrażająca. Kwintesencja architektonicznej melancholii. Jak sobie wyobrażam, równie ponura i przygnębiająca w dniu otwarcia jak dzisiaj, gdy stoi  pusta już od lat. Mieszkańcy Kiszyniowa powtarzają, że cała okolica cyrku jest przeklęta – nic nie może się tutaj udać, żadne przedsięwzięcie, żaden biznes, nic po prostu nikomu nie wychodzi.

Wystarczył rzut zarazem zaspanego i rozemocjonowanego oka przez szybę samochodu, by ta przedziwna budowla na zawsze zostawiła odcisk w moim mózgu, powidok na siatkówce. Ostatni raz podobnie czułem się patrząc na obmywane morskimi falami opuszczone kasyno w rumuńskiej Konstancy, bardziej jeszcze sentymentalne, bo eklektyczne, nie socrealistyczne, ale z podobną dobitnością świadczące o nieuchronnym triumfie nicości. I równie niemożliwe do opowiedzenia.

…kasyno w Kontancy.

W Mołdawii można doświadczyć różnych cudów. To było tego samego dnia. Najpierw moje zmysły poraził betonowy cyrk. Potem tego samego dokonało wino.

Dumny winemaker z Chateau Vartely przedstawił je jako niedostępny, wykupiony lata temu na pniu przez Chińczyków rarytas. Cóż, wybaczyłem im od razu. Taraboste Merlot 2007 – bogaty, przytulny, pluszowy czy aksamitny, czerwony, lecz jakby złotą nicią przeszywany – jak chińska materia czy cyrkowa kurtyna. Wyobrażałem sobie, łykając ostrożnie, że to oczywiste, iż idealnie wpasował się w gusty dalekowschodniej publiczności i że mam szczęście, mogąc sobie choć przepłukać dziąsła jego krztyną.

Kilka tygodni później, po powrocie do Polski dostałem od polskiego dystrybutora Chateau Vartely, Partner Center, tajemniczą przesyłkę. W środku była butelka. Taraboste Merlot 2007. Dostępny u nas, jak się okazuje, w normalnej, regularnej dystrybucji. Nadal równie smaczny jak wtedy, gdy  myślałem, że wyrwałem go z paszczy chińskiego smoka.

Ale poczułem się jednak ciut oszukany…

Jak w cyrku.

Reklamy

2 komentarze on “Jak w cyrku”

  1. Kris pisze:

    Pozostając w inteligentnej i melancholijnej poetyce Twojego wpisu napiszę: kasyno w Konstancy wyczesane jak jasna cholera:D Wygląda super.

  2. „Pur Aristocratic” !!!!

    A do Konstancy już sobie rezerwuję faetona na przyszły tydzień.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s