Sztuka mięsa

Chaim Soutine, rosyjski Żyd i francuski malarz, ze swoimi zmysłowymi mięsistymi wargami i mocnymi kośćmi policzkowymi wyglądał bardziej na prowincjonalnego rzeźnika, niż geniusza awangardy – zwłaszcza, że często można go było zobaczyć na ulicach międzywojennego Montparnasse w towarzystwie martwej od niedawna natury: ukatrupionych, ale jeszcze nieoskubanych kur czy wielkich kawałów wołowych półtuszy. Soutine miał na nie iście nienasycony apetyt – uwielbiał je malować.

Te fascynujące, choć pozornie banalne obrazy przyłapują bowiem rzeczywistość w szczególnym momencie – to, na co patrzymy, nie jest już zwierzęciem, ale nie jest jeszcze pożywieniem. Czym jest? Mięsem, krwawym ochłapem, od którego zwykliśmy odwracać wzrok. A Soutine oddaje mu hołd. – Mięso to sztuka! – krzyczą jego płótna. – Nie wstydźmy się mięsa!

Bezczelność i dezynwoltura tego brutalnego brutalisty – ponoć nienawidził Chagalla i rzucał kamieniami w okno jego pracowni – z wściekłością kładącego grube impasto, wartswa za warstwą, na płótna w swojej zimnej norze w słynnym artystycznym Ulu, La Ruche przy Passage Dantzig, dzisiaj znalazła swoje odbicie w sztuce kulinarnej. – Mięso to sztuka! – krzyczą potrawy modnych paryskich szefów. – Mięso to sztuka! Nie wstydźmy się mięsa!

Kaszanka, z której w Le Comptoir robi się zachwycającą terrinę, pochodzi od brata tutejszego szefa Yvesa Camdeborda, Phillipe’a. Podobnie wspaniały salceson, andouille. Tu się albo czeka godzinami na stolik, albo je na stojąco, palcami, bezwstydnie, dzieląc ze współbiesiadnikami chleb, musztardę, dodatki, wszystko. Tu się jedzenie polewa winem bezpretensjonalnym, chłopskim, naturalnym, lekkim, od którego szumi w głowie jak od tutejszego gwaru.

Albo La Maison de l’Aubrac, gdzie tłumy objadają się stekami ze słynnej wołowiny z bydła z Aubrac, której sezonowane połcie pysznią się za szkłem, gdzie karta win przyprawia o zawrót głowy – i gdzie za podszeptem TPB odkryłem fantastyczne Le Pradel 2009 z Domaine La Terrasse d’Elise, wino lekuchne, wręcz powietrzne, lecz z niesamowitym nerwem i świetną owocowością.

Czy też, mieszczącą się tuż pod nosem turystycznych tłumów okupujących od lat już przypominający Disneyland Montmartre, ale zarazem skrzętnie przed nimi ukrytą restaurację Le Grand 8, gdzie domowej kuchni – mięso, mięso, mięso! – towarzyszą wina par excellence naturalne, które pije się bez ceregieli, z rozkoszą, łapczywie, których się nie dekantuje, tylko przed nalaniem wstrząsa. Jak tego Poulsarda od Stephane’a Tissot z Jury, nieodpartego w swojej bezpretensjonalności i soczystej grejpfrutowej kwasowości, z charakterystycznym dla win bio dotknięciem plastelinki.

Nie wiem, jakie wino pił Chaim Soutine, gdy go malował Amadeo Modigliani. Ale myślę, że pił je łapczywie, z rozkoszą, bez ceregieli. Brutalnie.

Reklamy

2 Komentarze on “Sztuka mięsa”

  1. Inki pisze:

    Wpis solidny i mięsisty, jeśli wolno mi się do czegoś przyczepić to tylko do wspomnianej z początku „rosyjskości”. Jak ktoś się urodził w Śmiłowiczach, rzut bermycą od dworu Wańkowiczów i Moniuszków, to un jest, państwo wybaczą, nasz 🙂 .

  2. Kris pisze:

    Przed chwilą oglądałem opowiadającego o mięsie Bourdaina, teraz znowu czytam o nim na Kontrze. Gdybym tak zajebiście nie lubił wołowiny, to pokusiłbym się o użycie słowa „przesyt”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s