Wishful thinking plus

Mike Whitney jest Amerykaninem, który robi wino w Polsce, w dolnośląskich Zachowicach. Jego przedsięwzięcie, Adoria, wyróżnia się na tle rodzimego winiarstwa komercyjnym zacięciem i myślą marketingową. Winnica? Starannie dobrana lokalizacja, żadnych anonimowych środkowoeuropejskich odmian mieszańcowych, tylko to, co się sprzedać może samą nazwą – Chardonnay, Riesling i Pinot Noir. Winifikacja? Solidne inwestycje w wyposażenie winnicy, nowoczesne technologie, nowy dąb. Marketing? Gdy na rynku pojawiał się pierwszy rocznik win z Adorii, z młodziutkich, czteroletnich zaledwie nasadzeń, na stronie internetowej stało już jak byk: Wina na światowym poziomie.

W takim podejściu czuć amerykański luz i pewność siebie, ten błysk śnieżnobiałych zębów i mocne klepnięcie w plecy – to się może na tle naszego podwórka podobać, ale może też drażnić. Zwłaszcza, że pierwszy rocznik, 2008, nie zachwycał – winom brakowało równowagi i materii, dębina zbyt je dominowała, zwłaszcza w rejestrach aromatycznych. Jeśli dodać do tego niezwykle wysokie ceny – od 60 do 90 zł za butelkę – to pomimo szczerej sympatii i podziwu, jakie budziła osoba winiarza, cały koncept wydawał się dość grubymi nićmi szyty.

Minęły jednak dwa lata i wychodzi na to, że nie miałem racji, że bycie go-getterem, staranne dbanie o własny wizerunek i nieoglądanie się na innych może – przy odpowiednich nakładach, dodajmy – przynieść rezultaty. W kieliszku mam bowiem Adoria Pinot Noir 2010 i  złego słowa nie powiem. Dobrych kilka chętnie.

Waniliowy z początku nos już po chwili okazuje się pięknie odmianowy, usta świetnie znajdują równowagę pomiędzy beczkową siłą  a ziołową pikanterią, jest tu odpowiednia długość i spora elegancja. To nie są szczyty burgundzkiego wyrafinowania, ale i tak nie zawaham się porównać tego wina do najciekawszych węgierskich interpretacji Pinot Noir, z Pannonhalmi czy Etyeki Kuria – i będzie to porównanie jedynie odrobinę na wyrost.

Czyli: myślenie życzeniowe plus solidna praca równa się spełnienie życzeń. Róbmy swoje, mógłby zanucić Mike, albo I did it my way.

Reklamy

3 Komentarze on “Wishful thinking plus”

  1. To faktycznie bardzo dobre wino. Co ciekawe w tym roczniku Whitney nie użył w ogóle beczki, bo – jak mi powiedział – rynek domaga się tego Pinot Noir jak najszybciej i na beczkę nie było czasu. Robi się ciekawie z tymi polskimi Pinotami…

    • kubajanicki pisze:

      To o tyle ciekawe, że w ataku wyraźnie pojawiają się akcenty waniliowe, szybko się jednak odwirowujące… Ale tej przepalonej beczki z 2008 rzeczywiście nie ma.

  2. Kris pisze:

    Proszę zapisać mnie na listę zaintrygowanych;) Czyli, że coś z tego naszego wianiarstwa może jeszcze być?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s