Koszmar aibofoba

Jeżeli proste hippiczne spostrzeżenie – że kobyła ma mały bok – sprawia, iż oblewają cię zimne poty, lektura mitu o tym, jak Ikar łapał raki powoduje gęsią skórkę, zaś antropologiczne doniesienia o tym, że Karaiba wabi arak  wywołuje stany lękowe – to znak, że wina ze szczepu Tannat nie są dla ciebie, bowiem panicznie boisz się palindromów. Lęk przed słowami i zdaniami, które czytane normalnie oraz wspak brzmią identycznie to jednostka chorobowa znana jako aibofobia*

Jeżeli jednak niestraszne ci nie tylko palindromy, ale także wina pełne zadziorności i charakteru, to wiedz, że warto się Tannatem zainteresować. Dziś szczep ten kojarzony jest przede wszystkim z Urugwajem, którego stał się międzynarodowym znakiem rozpoznawczym, niczym chilijskie Carmenere czy południowoafrykański Pinotage – ale za jego ojczyznę uchodzi francuskie Madiran. To tutaj, u podnóża Pirenejów, powstawały przez wieki nieokrzesane, starzone długo by straciły nieco na nieokiełznanej ostrości, wina z tego szczepu. Od kilku dekad jednak coraz częściej udaje się obłaskawienie Tannata , budowa na jego podstawie win bardziej zbalansowanych i eleganckich.

Mistrzem tego procederu jest Alain Brumont – jego Montus Madiran dostępne jest w Polsce u Importera Roku 2011 – wina.pl Madiran 2006 to kupaż 80% Tannata i 20% Cabernet Sauvignon. Po prostu znakomite wino, uchwycone w interesującym momencie cyklu życiowego. W nosie rozwija się powoli i z godnością osobistą, stopniowo uwalniając spod ładnie ewoluowanych nut skóry  i suszonych pomidorów soczyste śliwki i maliny ze słodkawym, czekoladowym niuansem w tle – a wszystko to dalekie i od konfitury i od wulgarnej rustykalności, z przyjemnie chłodnym, kamiennym tłem. Usta mają doskonałą budowę, moc tanin i pełna struktura dają poczucie spełnienia, ale zarazem nie brakuje świeżości, owoc jest w znakomitej formie, a świetna kwasowość trzyma nas z dala od ulepkowych rejestrów  i pozwala wierzyć w długą i szczęśliwą przyszłość tego wina. Na razie długi i szczęśliwy jest jego finisz. Nawet bardzo szczęśliwy.

Słowem – tak złożone i jednocześnie bezwstydnie pijalne wino to prawdziwa gratka. Stanisław Barańczak ułożył kiedyś taki palindrom: –  I lali masoni wydrom w mordy wino, sami lali. A Tannata – że dopytam – a Tannata?

* Aibofobia, dla porządku wyjaśnijmy, rzecz jasna nie istnieje. Zresztą wystarczy przeczytać  i ten wyraz od tyłu.

Reklamy

4 komentarze on “Koszmar aibofoba”

  1. Alain Brumont ma trochę uczniów i naśladowców. Tekst Twój przypomniał mi o pewnym winie, którego w Krakowie jeszcze nie piliśmy, ale którego dwie ostatnie butelki8 w Polsce, to znaczy u mnie się uchowały, ale wieczór trzeba zaplanowac długi, bo dekantacji wymaga dłuższej niż Montus.
    pozdrawiam

    Sławek

    • kubajanicki pisze:

      „W Polsce, to znaczy u mnie” – to piękne, choć u Jarry’ego w „Królu Ubu” było „W Polsce, czyli nigdzie” 🙂 Nadrobimy tajemnicze butelki przy najbliższej nadarzającej się okazji.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Kuba

  2. sstar pisze:

    Lepszy pewno tekst, niż wino 😉
    Bardzo mi się podoba, nie może być inaczej.
    Pozdrawiam,
    To pisałem ja – Pan Tadeusz, Tadeusz…
    TreberT


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s