Wpływ ujemnych temperatur zewnętrznych na odbiór jakościowych win morawskich

Tytuł daję przewrotnie i po fantazji taki pseudo-akademicki, bo degustacja o której chcę skreślić te kilka słów nie miała w sobie ani krzty naukowej napuszoności, nic z wykładu ilustrowanego przezroczami – wręcz przeciwnie, przypominała bardziej przyjacielskie spotkanie.

Po kolei jednak. Zbigniew Gluza, niestrudzony popularyzator win z czeskich Moraw, o którym niejednokrotnie już tu wspominałem – tu i tu mianowicie – przyjechał do Krakowa z zestawem win, wśród których prym wieść miały topowe Pinot Noir Ben’s Reserve z różnych roczników z głośnej wytwórni Stapleton & Springer. Oprócz tej degustacji pionowej pojawiło się kilkanaście butelek od innych, intrygujących producentów. Jako że nie są to wina z oferty Wina z Moraw, a zdobycze pana Zbigniewa, chodziło raczej o wspólną degustację i wymianę opinii niż o komercyjną prezentację. Słowem, zapowiadało się niezwykle ciekawie.

Tymczasem mróz ściął Kraków, mróz siarczysty, już kilka tygodni wcześniej, i ani myślał odpuścić. Człowiek nie jest taki, żeby się do mrozu nie przystosował, częściej sobie co najwyżej w kułaki nachucha, podkręci nieco kaloryfer – ale ile razy przychodziło nam w tym czasie pić wino, tyle razy czuliśmy, że coś jest wielce nie okej. Jakby ten niż znad Syberii dławił nie tylko przemykających chyłkiem nielicznych przechodniów, ale i butelki wina. Choćby nie wiadomo, w jak dobrej temperaturze były przechowywane, czego sobie po nich nie obiecywaliśmy, jak dobrze byśmy siebie i ich nie przygotowali do degustacji, chwytał je drań za szyjkę i nuże szarpać, póki nie wytrząsnął z nich resztek słonecznego blasku, tej odrobiny życia, którą wino powinno nam oddawać, gdy je otwieramy niewdzięczną zimową porą.

Nie inaczej było tego wieczora, w gościnnych progach restauracji i winiarni Vintage. Wychłostani mrozem zebrani z nadzieją wpatrywali się w rząd butelek, nadzieje te jednak w dużej mierze okazały się płonne. Wina od Patrika Staški, osiadłego na Morawach Słowaka, który zaczynał jako winemaker wielkiej mikulovskiej wytwórni,  a teraz poszedł na swoje – a było ich aż pięć – okazały się niestety wszystkie albo niezrównoważone i powykrzywiane, albo nudne i plaskate. Obronił się za to nowoświatowy w ekspresji, pełny, choć także nieco rozedrgany Sauvignon od Horta, o którego poprzednim roczniku pisałem tutaj.

Z czterech win firmy Reisten warte wspomnienia jest Pinot Blanc 2010 (a właściwie Rulandske bile – kwestia używania międzynarodowych nazw szczepów zamiast lokalnych to w tej chwili na Morawach przedmiot gorących dyskusji). To czyste, narowiste, wyraziste i po prostu smaczne wino z ciekawymi mydlano-cielistymi akcentami. Jednak pachnące kandyzowanym imbirem Pinot Gris Classic 2010 rozczarowało zielonymi, gryzącymi ustami, Pinot Blanc 2009 w wersji półsłodkiej okazało się po prostu słodką wodą, a o masakratorskim Pinot Noir 2007 po prostu szkoda mówić.

Wreszcie clou wieczoru. Pinot Noir Ben’s Reserve Stapleton & Springer w rocznikach od 2005 do 2008. Dla mnie koronny dowód, że niemiecka droga, przeginanie z beczką w pogoni za ekstrakcją – marszowy krok zadeptujący ulotny styl Pinot Noir, domagającego się bardziej złożonych figur, finezji zamiast siły – to jest ślepa uliczka. Wino z rocznika 2005 atakuje redukcyjnymi nutami kapusty i kiszonki, potem są dość męczące drewniano-ewolucyjne akcenty owocowej herbaty – ale usta, choć krzepkie, pozostawiają wrażenie pustoty. 2006 to bardzo podobna historia, 2007 i 2008 są nieco subtelniejsze, ale to wszystko wina bez charakteru, bez terroir, które zamiast spokojnie robić swoje, podskakują, krzycząc przy tym: – „Ja też, ja też!”

Gdybyś mogła, Czytelniczko, usłyszeć uczucie ulgi w chwili, gdy po „topowych” Ben’s Reserve spróbowaliśmy „regularnego” Pinot Noir Modre Hory 2009 – pieprzno-mineralnego, cudownie pijalnego, przyjaznego wina, bez napinki, o wyraźnie morawskiej osobowości. Mniam.

Łatwo tak ferować stanowcze wyroki i kręcić nosem, dlatego tym bardziej proszę o wyrozumiałość, o nawias z lodowych nawisów, wynikający z trudnych okoliczności przyrody – wpływ ujemnych temperatur zewnętrznych na odbiór jakościowych win morawskich pozostaje wszak wielką tajemnicą współczesnej nauki.

Reklamy

4 komentarze on “Wpływ ujemnych temperatur zewnętrznych na odbiór jakościowych win morawskich”

  1. Kris pisze:

    Po pierwsze bezczelnością jest pisanie o mrozie, kiedy samemu wyemigrowało się w rejony
    40 C+ zostawiając nas na pastwę wrednej zimy. Po drugie jeszcze większą jest powrót w aurę wiosenną. Po trzecie, czy czytelniczka to znak genderowości kontry, czy może zwrot do kogoś szczególnego?

  2. tajnosti pisze:

    Czytelniczka nie zna się na winach aż tak bardzo, ale za pinotami od Springera wręcz przepada i okazuje sie, że ma nosa, bo Pinot Noir Modre Hory 2009 to najlepsze, jakie piła od tego producenta.

  3. Taka uwaga ogólna. W 100% zgadzam się ze wszystkim coś napisał. Moje preferencje plasują się w bardzo podobnym miejscu do Twoich. Tylko niesamowite jest to, że im dłużej się wino pije, tym bardziej smakują takie wina, których nie da się polecić innym, bowiem zdecydowanie odbiegają one od profilu regularnego pijacza. Ale cóż począć… Chyba taki los 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s