Ecce vino

Kolega po lewej jest bardziej powłóczysty, a ten po prawej - krzepki. Obaj zuch-chłopaki.

Nasz polski sposób mówienia o winie, opisywania go, dopiero się kształtuje – możemy go przyłapać in statu nascendi,  podobnie jak  wiele innych nisz w polszczyźnie, a obserwowanie jego ewolucji to zajęcie fascynujące. Weźmy na przykład rozpowszechnioną – poza gronem purystów, którzy w charakteryzowaniu wina odrzucają wszelką metaforykę i narracyjność, to jednak temat na osobną refleksję – skłonność do antropomorfizacji wina.

By zacząć od początku: wizualna strona wina czasami bywa określana w narzeczu degustacyjnym mianem „oka”. Przyznaję,  że osobiście mam opory przed używaniem tego wyrażenia, o tyle bezzasadne, że już „nos” i „usta”, odnoszone do doznań węchowych i smakowych, jak wielu Czytelników zapewne zauważyło, pojawiają się na łamach Kontretykiety przy  byle okazji. Co gorsza, alternatywą dla „oka” jest bardziej jeszcze nieszczęśliwa „suknia” – termin zarazem pretensjonalny i po pensjonarsku infantylny… Mniejsza jednak o moje uprzedzenia, chodzi wszak o to, że zarówno oko, jak i suknia to są terminy, które każą nam niejako z automatu nadawać winu cechy ludzkie i poprzez pryzmat ludzkich cech je postrzegać.

Mamy znowuż wina „ciało”, niezwykle użyteczne jako kategoria opisowa – może być ono szczupłe lub dobrze zbudowane, może być żylaste, kościste, chuderlawe, potężne, napakowane bądź muskularne. Są wina-ułomki i są wina-siłacze, zabutelkowani dżokeje i płynni strongmeni.

Jest też cała kategoria, śliska niebywale, porównań nawiązujących do kwestii tożsamości i relacji międzyludzkich. Powszechne wciąż niestety gadanie o winach „męskich” i „damskich” można – i powinno się – negować, jak świat degustacyjny długi i szeroki, jako  tanią stereotypizację, próbującą przypisać kliszowe gusta do kliszowych ról społecznych. Jednak mówienie o winach wdzięcznych, uwodzicielskich, szorstkich, powłóczystych, aksamitnych, brutalnych, bezpardonowych, opulentnych, giętkich, zmysłowych czy bądź jakich jeszcze, odwołujące się wszak do typowych cech fizycznych bądź charakterologicznych, bardzo poszerza nam wokabularz, ku utrapieniu wzmiankowanych purystów winnej opisologii. Do tego dodajmy, że wina mają charakter, mają styl, mogą  być albo nie być w formie, mieć lub nie mieć swojego dnia, kaprysić…

Cóż, nosimy w sobie jakąś naturalną skłonność do uczłowieczania winorośli i wina, nawiązywania z nią – pozornej wszak – relacji, która usprawiedliwi na równi czułość, jak i obojętność, namiętność i zawiedzione uczucia, miłość i nienawiść, jakimi będziemy ją obdarzać.

Reklamy

One Comment on “Ecce vino”

  1. Kris pisze:

    Kliszowe role społeczne – zaczyna się;)

    Tak poza tym, to wino muskularne może być tak, że nie ma lipy:D


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s