Oby, oby

Można sobie otwierać tylko biodynamików lub stare roczniki Barolo. Można być wiernym własnym gustom i wizji świata, szerzyć i propagować to, co uważa się za szczególnie warte uwagi, dzielić się pasją do win rzemieślniczych, których niedoskonałości stają się zaletami, uczulają nas bowiem na ludzki wymiar winiarstwa. Można bronić – jak w potężnej dyskusji wokół tego wpisu – swojego przekonania o subiektywnym z założenia charakterze wszelkiej krytyki. Można się upierać, że gusta i smaki ewoluują, i siłą pisania o winie jest właśnie poszerzanie horyzontu, wskazywanie różnorodności,  że wszystko, co się robi, robić trzeba w zgodzie z własnymi przekonaniami.

Ale nie można, za nic nie można, zamykać się w Wieży z Kości Słoniowej ani w Okopach Świętej Trójcy. Nie można przymykać oczu i udawać, że pewnych rzeczy nie ma. Nie znaczy to, że zawsze mamy do wszystkiego podchodzić bezkrytycznie – ale warto się postarać o własne zdanie. Zdanie, a nie tylko doświadczenie. Zbyt łacno przychodzi nam bowiem przekuwanie osobniczych doświadczeń w ogólne opinie i reguły.

Osobiście na przykład nie robię w zasadzie nigdy zakupów w marketach i dyskontach – bliżej mam na lokalny targ , lubię mieć swoją panią od warzyw, swoją budkę z mięsem, z jagnięciną spod lady, zaprzyjaźnione sklepy z winem. Bo kupowanie jest dla mnie czymś więcej niż kupowaniem, to jest interakcja, rozmowa, wizyta, potrzeba, której zmechanizowany proces zakupów w handlu nowoczesnym czy przez Internet nie jest w stanie zaspokoić.

Ale odłożywszy to własne podejście na bok, przyznać trzeba, że ekspansywny wzrost udziału dyskontów w sprzedaży wina to zjawisko fascynujące. Choć osobiście namawiam wszystkich, którzy mogą sobie na to pozwolić, na zakupy w mniejszych sklepach specjalistycznych – nawet kosztem o kilka złotych wyższych cen, które potraktować możemy jako podatek na rzecz różnorodności – mam nadzieję, że rację ma Wojtek Bońkowski, wierząc, że poszerzenie bazy konsumenckiej na podstawowym poziomie doprowadzi w konsekwencji do rozwoju nadbudowy, eliminując przy okazji część jej nadużyć. Że jest to droga wtajemniczenia w wino dobra jak każda inna. Oby tak było, oby.

Obok Biedronki czy Lidla intensywne działania PR-owe prowadzi także sieć Makro – jako że dostępne w niej wina dostępne są w olbrzymiej liczbie lokali gastronomicznych rozmaitej proweniencji, dbałość o poszerzenie podstawowego dotychczas i raczej mało inspirującego wyboru etykiet trzeba pochwalić, tak jak troskę o właściwe poinformowanie o tych zmianach.

Z otrzymanego przeze mnie ostatnio zestawu materiałów wynika na przykład, że Makro weszło we współpracę z Guccio Domagoj – znaną Warszawiakom chorwacką restauracją, która działa też w charakterze importera win. Wina chorwackie zdobywają na świecie coraz większe uznanie, miło więc patrzeć, jak zwiększa się ich dostępność u nas.

Graševina 2009 od producenta Kutjevo przyniosła dopasowany do okoliczności przyrody nos z jesienną gruszką, odrobiną landrynki i nutą piwnicznego chłodu, a do tego masywne, pełne usta, nieco jednak toporne, z gruba ciosane. Brakowało jej może ciut świeżości, ale warta jest uwagi ze względu na swoje zastosowania kulinarnie – w naszym przypadku doskonale udźwignęła piekielnie gorącą zupę z dyni (prosto z ogródka Babci Tereni), wprowadzając mile kontrastową, chłodną nutę.

Gorzej wypadło inne, z założenia dobre na jesień wino – Gewurztraminer 2010 od Arthura Metza. Aromaty zdominowała redukcyjna kiszonka, która za nic nie chciała ustąpić pola obecnym na drugim planie wątkom ziołowym. O ile jednak całość wrażeń zapachowych uznać można za intrygujące, o tyle usta rozczarowały na pełnej linii – płaskie są, zbyt wyraźny cukier resztkowy nijak nie gra z posmakiem kiszonej kapusty, brakuje kwasowości i emocji.

Amarone Altano 2007 to ostatnie wino z Makro, które dostałem do degustacji. Amarone w cenie 60 zł, strzeż mnie Panie Boże. Słynne apelacje w za dobrych cenach to jest zawsze zjawisko podejrzane – dość wspomnieć słynne Barolo z Biedronki. I tym razem potwierdza się prawda, że w pewnych kategoriach cenowych lepiej szukać okazji z mniej znanych apelacji. W nosie najpierw porzeczka, potem śliwka, beczkowe tony dymne i skórzane. Usta o średniej długości, z wyrazistą śliwką zaznaczoną przez całą długość, w finiszu posmak wędzonego boczku… Dziwne to wino, bardzo nowoświatowe w ekspresji, raczej jednoznaczne niż głębokie, o niemal nieobecnych, łatwych taninach i prostej kwasowości, sprawnie kryjące co prawda wysoki alkohol… Jak na Amarone brak mu indywidualności, czekoladowego ciepła i złożoności. Nie jest to w ogóle moja bajka, ale nie o to tylko chodzi. Bo niby jak ktoś gustuje w Chile i okolicach, a chciałby sobie nieco przestawić celownik, to czemu nie miałby spróbować? Szczerze jednak mówiąc, podpowiedzieć mogę w tej kategorii cenowej multum o niebo lepszych win…

Mniej lub bardziej skutecznie, Makro  walczy o rynek, walczą Lidle i Biedronki, o winie w Polsce mówi się więcej niż kiedykolwiek wcześniej, także niszowy winiarski światek dyskutuje bez wytchnienia, a obok flejmów i hejtów pojawiają się cenne, merytoryczne wymiany zdań. Twórczy ferment trwa w najlepsze. Oby trwał, oby.

Reklamy

10 Komentarzy on “Oby, oby”

  1. Ciekawe że rzeczone Amarone wywołuje tak różne reakcje nawet w małym gronie blogerów, którym butelki wysłano do degustacji. Na innym blogu przeczytałem że to wino wprost wybitne. Czy taka różnica zdań mieści się w planach Makro?

    • kubajanicki pisze:

      Owszem, ciekawe – też widziałem, że gdzieś je wynoszono pod niebiosa, ale doprawdy, nie ma ku temu powodów. W ciemno, moim zdaniem, każdy degustator by obstawiał Chile lub consortes, i to z tej średniej, nie tej najwyższej półki. A Makro, jak każdy, uprzedzone było o autorskim charakterze opinii, więc się pewnie liczy z kontrowersjami… BTW, ciekaw byłbym Twojej opinii o tym winie, może Ci kiedyś wpadnie w ręce.

  2. Mariusz Bereta pisze:

    Supermarketowa estetyka vulgus profanum; rozumiem dlaczego Gombrowicz nie chodził do muzeów; gorszości nie przykryje kupione szlachectwo: biedronkowe grand crus.

  3. Kris pisze:

    W Makro to oni nawet winną spec lodówkę mają!:)

    Ważne nie tylko, żeby mieli ciut ciekawszy asortyment w marketach, ale i aby obsługujący byli lepiej przeszkoleni i potrafili klientom coś tam uzmysłowić.

    btw Wczoraj piłem Val Sotillo z Ribery i muszę powiedzieć, że to było znakomicie wydane 80pln. Szczerze polecam (dostępne np. w krakowskim Winarium). Nuty warzywne, seler, plus jak to kolega określił ziemia spod grzyba, czyli taka ściółka leśna. Rewelacja.

  4. rurale pisze:

    Chile znów staje się wytrychem, uogólnieniem, stereotypem. Nalepką. Kiedy Kuba z nich zrezygnujesz?

    • kubajanicki pisze:

      Masz rację, dzięki za zwrócenie uwagi, nieszczęśliwe to sformułowanie. -Wiadomo, stereotypizujemy, żeby sobie ułatwić komunikację, ale to może być krzywdzące. Pozostanę więc przy sformułowaniu z tekstu notki: nowoświatowa ekspresja, dobrze oddaje charakter tego Amarone.

  5. Graševina przyzwoite, choć nie wiem, czy sięgnąłbym ponownie po butelkę (po butelkę pewnie tak, ale czy po portfel?), natomiast Amarone miałem okazję degustować i faktycznie, nie ma charakteru Amarone zbyt wyraźnie w nim obecnego (o ile znam ten charakter). Ale mam też jeszcze jedną butelkę, „proszę o parę dni”.

    A jednocześnie przypominam, że dziś ostatni dzień promocji, w której można S.A. Prümy kupować z 33% zniżką (BWWC = „brać wszystko w ciemno”) i tu nie ma raczej wątpliwości, że to wina trafiające w rieslingowe sedno.

  6. deo pisze:

    @”Wina chorwackie zdobywają na świecie coraz większe uznanie” – masz jakieś dane, np. na temat wzrostu eksportu win chorwackich, czy tak tylko sądzisz? Pytam z czystej ciekawości, bez podtekstów. Mnie się wydaje, że wina chorwackie zyskują popularność w tylko przewodnikach i prasie, natomiast u konsumentów – nie za bardzo. Nie mówię o supermarketach, gdzie ludzie kupią wszystko, co ma napis „czerwone półsłodkie”, ale o tym, co nas interesuje, czyli szeroko rozumianym segmencie „fine wine”. Moje wrażenia są takie, że dziennikarze chętnie i dobrze piszą o winach chorwackich, może dlatego, ze im się wydaje, że odkryli coś nowego albo może na degustacjach producenci podają im jakieś spreparowane flaszki. Konsumenci natomiast ich nie kupują, bo są z reguły słabe, a te lepsze – absurdalnie drogie. Pite na miejscu jeszcze się jakoś bronią, przywiezione do domu albo kupione tutaj nie wytrzymują konkurencji z Francją, Włochami, Hiszpanią itd. Ja to tak widzę, ale to tylko wrażenie oparte na moim doświadczeniu, może rzeczywistość jest inna?

    • kubajanicki pisze:

      @deo, danych żadnych nie mam, piszę ogólnie i mówię o uznaniu, nie popularności. Odnoszę po prostu wrażenie – subiektywne, ale zdajesz się z nim zgadzać – że winom tym poświęca się coraz więcej uwagi, i coraz częściej życzliwej…

      Co do przesłanek, jakimi kierują się dziennikarze czy krytycy, to nie mogę za nich mówić, ale nie wykluczam, że im po prostu smakują te wina 🙂 Choć czynnik nowości czy „odkrycia” też jest istotny, jak sądzę. Co do flaszek-fałszywek to nie słyszałem ani nikogo za rękę nigdy nie złapałem, więc nie zakładam.

      Sam wielkiego doświadczenia w winach chorwackich nie mam, ale chociażby kilka dni temu – podobnie jak wielu innych uczestników – podczas obrad jury konkursu EnoExpo bardzo entuzjastycznie odebrałem (w ciemno) wina od Zlatana Otoka, sprowadzane przez Solvin – naprawdę świetnie się zaprezentowały.

      Zgadzam się co do cen, rzeczywiście wina jakościowe chorwackie wydają się dość drogie… Ale fajnie, że pojawiają się na polskim rynku, większy wybór zawsze cieszy.

      PS. Wojtek zdaje się pisał coś sążnistego niedawno o Chorwacji, chyba konkretnie Malvaziji, muszę odgrzebać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s