Nogi Chronosa

– Nie jestem niecierpliwy. Ja po prostu muszę mieć wszystko NATYCHMIAST! – zgrabne to zdanko, podkradzione z humorystycznej powieści fantasy,  bardzo ładnie opisuje moją mentalność. Nie tylko zresztą moją. W socjologii i marketingu furorę robi termin instant gratification – nie chcemy czekać na nagrodę, za akcją ma natychmiast postępować reakcja. Chcemy wiedzieć wszystko, wszystkiego próbować. Bez zwłoki, od razu, natychmiast.

Wino tymczasem, ogólnie rzecz biorąc, nie lubi pośpiechu (wino poważne rzecz jasna) – ono sobie lubi poleżeć, pomedytować, w ciszy i spokoju czekać na chwilę, gdy będzie w optymalnej formie. A i wtedy gdy już otworzymy butelkę w wieku w – naszym mniemaniu – idealnym, walczyć trzeba z kolejną pokusą natychmiastowości. Stare wino lubi się zmieniać, z minuty na minutę, godziny na godzinę, dnia na dzień. A przecież człowiekowi pić się chce, w ustach obracać, cmokać i smakować, łykać, oblizywać się lubieżnie bądź wzdychać z niespełnienia – wszystko się chce, ale nie czekać, na miłość boską!

Niestety, nieubłagane są prawa wina. Jedyne, co doradzić mogę podobnym do mnie gwałtownikom, którzy najpierw solennie obiecują sobie po bożemu starzyć butelkę, by potem pod wpływem nagłego impulsu otworzyć ją, będącą jeszcze oseskiem, to kupować od razu wina starsze. Jest to rzecz jasna rozwiązanie niekoniecznie przyjazne dla kieszeni, choć i tak większych problemów nastręcza znalezienie odpowiedniej okazji. Powiedzmy sobie jasno, w Biedronce takich skarbów nie ma, w większości sklepów winiarskich zresztą też nie. Można kupować za granicą, można czekać cudu, zdarza się czasem. I mnie się zdarzył. Kilka kartonów, zagubionych na zapleczu zaprzyjaźnionej Vinoteki 13 i niedawno znalezionych.

Wcześniej już pisałem tu o Barabaresco Pajore 1999 z Sottimano – tym razem na warsztat trafiło, od tego samego producenta (i zapewne z tego samego podróżującego w czasie kartonu) Barbaresco Fausoni 2001. Znakomite wino, otwierające się owocowym dżemem z drewnianym tłem i miętową świeżością, potem tonami aspiryny, wreszcie rosołowymi. Usta rozkoszne, o świetnych taninach i niezwykłej długości. Ułożone, pełne wino, wciąż z przyszłością, lecz już teraz uchwycone w doskonałym momencie – gdyby dało się zmysłowe wrażenia zamknąć w jednym kadrze, nagroda World Press Photo murowana, a tak moja koślawa fotka musi wystarczyć.

Brunello di Montalcino 1996 z Conti Costanti to zupełnie inna historia – choć zdjęcie podobnie, a może i jeszcze bardziej wykrzywione. Początek był mało obiecujący, nos drażnił antypatyczny, podejrzany karton. Szczęściem zwiastujące korkowość aromaty szybko umknęły, pozostawiając głęboką, dojrzałą i powabną zarazem wiśnię, stopniowo przechodzą w stronę nut warzywnych. Po ustach znać głęboka ewolucję, miejsce mocy zajmuje powściągliwa dość elegancja – ale pełnia owocu i znakomita kwasowość sprawiają, że początkową nieufność szybko zastępuje autentyczny zachwyt.

Jeśli nie na cierpliwość, liczyć trzeba na łut szczęścia – i można czasem złapać Chronosa za nogi.

Reklamy

One Comment on “Nogi Chronosa”

  1. Kris pisze:

    Inna sprawa Kubusiu, że zaczęliśmy to Brunello właśnie tak jak piszesz: dekanter, zamieszać i chlup, więc trochę nas za karę podrażniło. Po opanowaniu się i odłożeniu na później, zobaczyliśmy jak pięknie potrafi się rozwijać taki 15 letni staruszek. Miłe wspomnienie urodzinowej posiadówki:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s