Na marginesie

Jedni szukają idealnych proporcji, podręcznikowych wymiarów, jak najpełniejszej zgodności z niedosiężnym wzorcem. Innych znowuż pociąga oryginalność, delikatne imperfekcje, drobne przesunięcia, asymetrie, które przekonują nas, że – wbrew pozorom – wciąż tkwimy po uszy w dalekiej od doskonałości rzeczywistości.  Ja rozdarty jestem jak ta sosna, bo choć ciągnie mnie do win-ikon, do symulakrów – błądzę nierzadko wśród ciemności platońskiej jaskini, chwytając się cieni z rozpaczy, że nigdy nie będzie mi dane dotknąć ideału – to z drugiej strony coraz więcej znajduje sensu na marginesach, wśród, przywołując słowa Grzegorza Turnaua, warg splotów, bełkotów niezrozumiałych, w próżni gestów zawisłych.

Dziwnie się z tym można czuć czasami. Jak na przykład wtedy, kiedy wykupiłem w krakowskim Winomanie wszystkie trzy butelki Cuvée Blanc 2004 z libańskiego Chateau Musar. Gaston Hochar to producent legendarny, zwłaszcza przez wzgląd na swoje wina czerwone – jego biel uchodzi za dziwaczną, trudną, kontrowersyjną. Kupowałem butelkę po butelce i patrzyli na mnie tam jak na wariata, mówiąc, że ile razy lali to wino na degustacjach, tyle razy wszyscy się wykrzywiali z obrzydzeniem. A ja się zakochałem w tym miodowym nosie, w tych ustach ewoluowanych, masywnych i oleistych, z dozą mineralności i piękną, soczystą brzoskwinią w końcówce, która trwa i trwa. To jest wino nieoczywiste, racja, ani nadto gibkie, ani po rubensowsku bogate, ale  przecież nie sposób się odeń oderwać, mimo pewnej, rzekłbym, przysadzistości.

Drugi biegun, margines strony przeciwległej to Mon P’tit Barriot 2008 od Marca Barriota z Clot de l’Origine – stuprocentowe Syrah z głębokiego południa Francji, wytworzone metodą maceracji węglowej, biodynamiczne. Połączenie trzech żywiołów daje efekt piorunujący. Długi, elegancki nos zaczyna się od organicznego podwórka, potem pojawiają się nuty bananowo-kwiatowe, charakterystyczne dla węglowej maceracji, po chwili zaś coś fasolowego, głębszego. Usta mają świetną kwasowość, ale zarazem są aksamitne, z delikatną taniną, świeże, o południowej końcówce gorzkiej czekolady, ziół…  Równe, pełne, spełnione wino.

Dwie różne kompletnie butelki, które łączy tyko to, że są spoza mainstreamu  i, szczęściary, w podobnym czasie wpadły w moje ręce. Wino, które płynie pod prąd, obiekt afektów gwałtownych, mało platonicznych.

Advertisements

2 komentarze on “Na marginesie”

  1. Krzysztof Majer pisze:

    Dzisiaj piłem rocznik 2010 Mon P’tit Barriot w restauracji na Kazimierzu w Krakowie. Nie wiem co to za Syrah z głebokiego południa Francji, ale wyjątkowo niepijalny. Gnojówa jak klasycznie niedobry Merlot z Bordeaux. Dawno nie piłem tak nie smacznego wina. Są różne ścierki tzw.”terroirs’ ale to wyjątkowy przykład niepijalności.

    • kubajanicki pisze:

      Witam! Chyba nawet domyślam się, co to za restauracja 🙂 Co do rocznika 2010 słyszałem opinię, że jest zbyt zielony i nie ma złożoności 2008, ja próbowałem tylko raz, w wybitnie niedegustacyjnych okolicznościach i wydawało mi się ok, ale będę musiał powtórzyć w takim razie. Pozdrawiam!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s