Szturmowcy Imperium i pyra na patyku

Zielona Góra to winiarska stolica Polski. W teorii przynajmniej. Empiria, która przybrała postać trwającego tydzień festynu pod mylącym hasłem Winobrania,  a właściwie mojej jednodniowej na nim wizyty, przypadającej w sobotę, kulminację tego pandemonium, tej obiegowej prawdy nie potwierdza. Gdybym miał po tych jednych odwiedzinach zawyrokować, wyrok byłby surowy – prawdziwe winiarskie serce Polski bije bowiem gdzie indziej.

Znalezienie podczas winobraniowego festynu jakiegokolwiek wina przysporzyć mogło sporo kłopotu. W smrodzie kiełbas, wśród winnych parasoli i odpustowego szajsu wszelakiego autoramentu, pomiędzy tłumami młodzieży poprzebieranej nie wiedzieć czemu w kompletne kostiumy bohaterów Gwiezdnych Wojen, wypatrzenie skromnych budek winiarzy było nie lada osiągnięciem.

Jednak samo ich namierzenie nie oznaczało automatycznie sukcesu. Otóż większości wystawiających owoce trudu swych rąk winiarzy owoce te najnormalniej w świecie zdążyły się skończyć, stali więc w swoich budkach, z anielską cierpliwością znosząc potworny hałas dobiegający z ustawionej nieopodal sceny, i rozkładali ręce ze smutnym uśmiechem. Nie ma to nie ma.

Przypuśćmy jednak, że najbardziej wytrwałym udało  się wytropić winiarza, któremu ostało się jeszcze kilka butelek, i nawet którąś z nich kupić. Powód do zadowolenia? Niekoniecznie. Przedstawiciel Winnicy Kruczej zapytany, z jakich szczepów powstał widoczny na poniższym zdjęciu kupaż Krucze Blanc (co brzmi zupełnie jak Kurcze Blade), odparł, że trudno powiedzieć, ale generalnie  z tego, co jemu i jego sąsiadom w tym roku akurat wyrosło. Trudno się dziwić wobec takiego dictum, że dzieło przypadku zwieńczył równie przypadkowy koniec – wino kompletnie utlenione, o walorach octu jabłkowego, przełykliwe jedynie przy dużej dozie samozaparcia.

W tle Katarzyna M. - jak zza krzaka, a właściwie zza winnego krzewu

Jedynym – obok pożywnej pyry na patyku – jasnym punktem Winobrania były wina od Marka Krojciga. O jego St. Laurencie 2009 już tutaj w tonie bardzo pozytywnym pisałem, tym razem zostały białe butelki z 2010 roku, kupaż Saphira oraz Traminer – oba nad wyraz wdzięczne, świetnie zrobione technicznie, do picia z przyjemnością i częstowania bez kompleksów na tle środkowoeuropejskim. Szlachetne bukiety, przejmująca, acz czysta kwasowość, wszystko na swoim miejscu.

Saphira sprawdza się degustowana w warunkach partyzanckich, sprawdzi się i przy eleganckiej kolacji

Szkoda tylko, że taki klejnot jak Krojcig ginie w zalewie festyniarskiej taniochy. Doceniając pielęgnowaniu winiarskich tradycji, życzyłbym na przyszłość uroczej zapewne (trudno orzec, wszystko bowiem zasłaniały stragany) Zielonej Górze więcej odwagi i więcej wina w winie. Jestem pewny, że nawet szturmowcy Imperium docenią szklaneczkę burczaka.

 

PS. W podobnej poniekąd sprawie wypowiada się Ewa Wieleżyńska w najnowszym Magazynie Wino. Omawiając pożyteczny skądinąd przewodnik Ewy Wawro po polskich winnicach, wytyka jej infantylną archaizację języka, ucieczkę od tu i teraz do przetartych baśniowych klisz w stylu Kraszewskiego i afektowanych inwokacji do Dionizosa (zarzuty przytaczam, sam książki jeszcze nie czytałem). Dla mnie ta kwestia i przypadek imprezy w Zielonej Górze to dwie strony tego samego medalu. Nie doczekaliśmy się jeszcze współczesnego, zanurzonego w głównym nurcie dyskursu o polskim winie – wina tego wciąż jak na lekarstwo, więc pustkę zagadujemy bajaniem o kurdeszach i odpustową cepelią. Szczęśliwie polskie wino ma się coraz lepiej, i prędzej czy później ze sfery mitów wybije się na niepodległość.

 

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s