Le style c’est l’homme

Jeden z najprzenikliwszych i obdarzonych najlepszym poczuciem humoru polskich autorów, Julian Tuwim, był popełnił kiedyś w ramach swojej działalności satyrycznej przepyszny cykl parodystyczny, którego tytuł podwędziłem i teraz firmuje również niniejszą notkę. Zabawa polegała na tym, że Tuwim wziął na warsztat słynny i znany pokoleniom – moje się jeszcze załapało – wierszyk o Andzi. Idzie on tak:

Nie rusz, Andziu tego kwiatka,
Róża kole, rzekła matka.
Andzia mamy nie słuchała,
Ukłuła się i płakała.

Wersja oryginalna to baza, punkt zero, pełna przezroczystość – sama fabuła, żadnych ozdobników. Miała nie ruszać, ruszyła, ukłuła się, zbrodnia i kara, dla dziatwy morał jak znalazł. Posługując się tą banalną historyjką jako kanwą, uszył Tuwim serię wybornych wierszyków, snadnie pokazujących, jakby brzmiałaby  ona w interpretacji wybranych poetów i prozaików różnych epok.

Nie jest to odpowiednie miejsce na przydługie cytaty, a i żart dzisiaj zda się chyba zbyt hermetyczny. Dość wspomnieć wersję w stylu Mikołaja Reja:

(…)

Rzekła matka Anusie, by róż nie ruchała,
Aleć rozważne mowy Anuś nie słuchała;
Nizacz to wszystko maiąc, naprzeciw przestrodze,
O kolec się ukłuwszy, zapłakała srodze.

I dla kontrastu Stanisława Przybyszewskiego:

Hanka stała z utkwionymi w jeden punkt oczyma. W mózgu jej płonęły wściekłe nawałnice szalonych paroksyzmów boleści. Te róże… te róże czerwone… Wirski zaśmiał się… He-he… Pani patrzy na kwiaty… A róże kolą… Krew! Rozumie pani? He-he… Z histerycznym łkaniem chwyciła róże z wazonu i sama zaczęła wbijać sobie w palce długie, ostre ciernie. Ryszardzie! Miłość moja! Ryszardzie, ten obłędny taniec chuci i śmierci! Ryszardzie, ha-ha, krew! Wirski wstał, kopnął ją, napił się koniaku, wypalił nerwowo kilka papierosów i wyszedł. A Hanka szlochała. Szlochał deszcz za oknem.

Chyba wystarczy, wszyscy wiedzą, do czego zmierzam. Temat się nie liczy, liczy się styl. Nie opuszczała mnie ta Panatuwimowa idea przy degustacji serii bezsiarkowych butelek od Pierre’a Fricka, z którego winiarskiej twórczości jak tak dalej pójdzie pewnego dnia zrobię doktorat.

Otóż cechy stylu Fricka są właśnie tak wyraziste, tak osobne. Niezależnie od szczepu, który dał winu temat, liczy się przede wszystkim poetyka jego interpretacji, a ta jest zbliżona dla wszystkich etykiet. Upojna, zaskakująca mieszanka nut aptecznych, miodowych, jabłkowych, chlebowych, suszonych owoców, rosołu, włoskich orzechów… Te same lub bardzo podobne wątki przewijają się z różnym natężeniem,  z inaczej rozłożonymi akcentami, przez wszystkie te butelki.

Cremant d’Alsace 2009 Zéro sulfites ajoutés to jest wino-objawienie, długie, świeże,, z chlebową skórką  i orzechami, o otulającej słodyczy i świetnych bąbelkach, mam je pisząc te słowa w kieliszku i czuję się szczęśliwy. Pinot Blanc 2007 Vin biologique Vinifie Sans Soufre, praktycznie wino pomarańczowe, ma genialną kwasowość i cudowny drive, imperatyw kategorycznie nakazujący jak najszybciej opróżnić butelkę. Gewurztraminer 2009  z kolei to pełna powaga, w nosie rosół, a w ustach orzechy laskowe i miodowe słodkości. A jeszcze jest Pinot Noir 2007, lekki, podwórkowo-owocowy, sprężysty i aksamitny, który również – gul, gul, gul – idzie jak złoto.

Ktoś może powiedzieć, że to winna przybyszewszczyzna, kicz, takie nieustanne skakanie po skrajnych rejestrach, od redukcji do oksydacji, od młodego owocu po umami. Ale choć można się, z zastrzeżeniami, zgodzić, że są to wina robione na jedno kopyto, to wszak na pewno nie należy ono do żadnego szatana, choćby najbardziej młodopolskiego. Siarki na to za mało.

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s