Mamusia i Tatuś

– Kogo bardziej kochasz, Mamusię czy Tatusia?

Wszyscy z nas mieli w dzieciństwie do czynienia z tym klasycznie idiotycznym pytaniem, zadawanym przez ciotki i wujków z udawaną przymilnością. Oczywiście szybko się zorientowaliśmy, że to najczystszej wody prowokacja, że każda ciocia i każdy wujek chcieli koniecznie coś usłyszeć, każde z nich coś innego, a tymczasem na tak postawione pytanie nie ma, bo nie może być, dobrej odpowiedzi.

Nierozwiązywalny ów dylemat wrócił do mnie z całą siłą pod wpływem jednego z pozornie nieoczekiwanych zbiegów okoliczności. Najpierw Star zaproponował, by w ramach kolejnego Winnego Wtorku degustować wina ze szczepu Gamay – jak tu wielokrotnie już pisałem, jednego z moich ulubionych i zarazem najbardziej niedocenianych przez ogół. Kojarzony zwykle z sikaczowatym Beaujolais Nouveau, potrafi dać wina dorównujące głębią i lekkością znakomitym burgundom, dostępne za ułamek ich ceny – o ile się wie, gdzie i czego szukać.

Natchniony wizją propagowania Gamay jak kraj długi i szeroki, zaopatrzyłem się w Wina.pl z jedną z moich absolutnie ulubionych etykiet, a mianowicie Morgon Coté du Py 2008 od Jeana Foillarda – wino pochodzące z najlepszego siedliska najlepszej apelacji z Beaujolais, wyprodukowane zgodnie z zasadami biodynamiki, bez udziału siarki i selekcjonowanych drożdży.

Butelka relaksowała się w chłodzie, za którym przez ostatnie parę tygodni mogliśmy tylko tęsknić – a mnie tymczasem winne prądy zaniosły do Warszawy,  gdzie w Enotece Polskiej w doborowym towarzystwie piliśmy Morgon 2010 od Marcela Lapierre’a (a w zasadzie od jego syna), kolejne flagowe wino tej apelacji, także biodynamiczne – o którego starszym o dwa lata roczniku pisałem tutaj, nawiązując także wtedy do Foillarda. I cóż, mógłbym przekleić słowo w słowo tamtą notkę, byłbym w stu procentach rozgrzeszony – ale licencia graphomanica zobowiązuje…

Mamusia. Morgon Lapierre’a to moje biodynamiczne szlify, upojna niewinność  i kołysząca do snu lekkość. Taki jest też rocznik 2010 – typowemu dla win naturalnych plastelinowo-grejpfrutowemu nosowi, bardzo czystemu, towarzyszy uwalniająca od trosk hojność czekoladowo krągłych ust. To jest wino proste w najlepszym znaczeniu tego słowa, jak proste są najintensywniejsze wspomnienia i najbardziej błyskotliwe paradoksy. Lapierre tuli, pociesza, głaszcze po głowie.

Tatuś. Morgon Foillarda to – przy całym podobieństwie do Lapierre’a, wyczuwalnym zwłaszcza  na najbardziej oczywistym poziomie aromatów spontanicznej fermentacji – rzecz o wiele poważniejsza, bardziej surowa, jednocześnie koścista z pozoru i rozrzutna z głębi charakteru. Garść tu lasu, garść chłopskiej zadziorności, ledwie przylizanej czereśniową brylantyną. Foillard pociąga, imponuje, śni się.

Mamusia jest i nigdy nie zawiedzie. Na Tatusia się czeka, Tatuś jest bohaterem. Jak tu w ogóle można wybierać?

 

A oto rezultaty spotkania z Gamay innych uczestników Winnych Wtorków:

Viniculture.pl

Winniczek.eu

Środkowa półka

Sstarwines

Jongleur

Bordowe.pl

Advertisements

4 komentarze on “Mamusia i Tatuś”

  1. Re pisze:

    Jak poważniejsze to zaraz Tatuś. Na Tatusia się czeka i jest bohaterem. Oj, Kuba, Kuba – żebym ja to napisał, ale Ty – taki genderowiec?;) Posypią się gromy:)
    Pozdrawiam!
    Kris

    • kubajanicki pisze:

      Myślałem o Tobie przed chwilą – zastanawiałem się czy nawiążesz do epizodu zlania pełnego kieliszki Morgon Foillarda do spluwaczki na Twoim tarasie 🙂

      A metaforę moja wewnętrzna genderowa autocenzura w końcu przepuściła, odwołuję się w niej bowiem do doświadczeń pokoleniowych, osobistych oraz mitu „obecnego/nieobecnego ojca”, jakże silnego w naszym kręgu kulturowym (sam kiedyś pisałem na drugim blogu o Kantorze i Esterhazym w tym kontekście).

      Pozdrawiam obecnego ojca! 🙂

  2. Re pisze:

    Obecnego i obecnego:)
    A co do zlewania to na owym tarasie podczas owej imprezy, kiedy pewna osoba zlewała co chwilę nie najgorsze trunki w gorszących ilościach?
    A jeśli już przy literaturze to ja w najnowszych Literadarze piszę o opowiadaniach Himilsbacha – czytałeś „Łzy sołtysa i inne opowiadania”? Zauważyłem też, że komentowanie Kontretykiety to jedyny sposób na kontakt z Tobą. Cwane.
    Kris

  3. 1. komentarz Krisa: Like!
    Porównanie Foillarda z Lapierrem to był kiedyś klasyk, jak mecz lekkoatletyczny Polska-ZSRR. Ostatnio coraz mniej. Nie wiem czy tylko ja mam wrażenie, że Lapierre coraz bardziej zamyka się w swoim biodynamicznym getcie. Prostota, o której tak celnie piszesz, coraz bardziej zubaża jego kiedyś tak głębokie Morgon. „Mniej to więcej” to piękna filozofia, ale tym winom coraz bardziej brakuje „czegoś”, co w dodatku kiedyś miały.
    Dla mnie Foillard został sam na placu boju. Pełny, krwisty, intensywny, głęboki, wielowymiarowy. W cieplejszych rocznikach zahacza o Rodan i Grenache, ale 2010 to jest smak Gamay w całej jego nieoczekiwanej wielowymiarowości właśnie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s