Momenty z Adygi

Górna Adyga. Moją żonę niepomiernie śmieszy ta nazwa, zarazem regionu i winiarskiej apelacji we Włoszech. Racja, jest w niej coś nieprzyzwoitego, wyraźnie odczuwalna wertykalna, że się tak wyrażę, orientacja – i w ułożeniu ust, kiedy się oba te słowa wymawia, i w przewrotnej morfologii translacji, łączącej stanowczą pionowość z frywolnym dyganiem.

Jednak sama apelacja, położona centralnie w sensie geograficznym, ale do niedawna lokująca się na peryferiach winiarskiej Europy, od jakiegoś czasu nie może być już traktowana anegdotycznie. Fakt, że spora część z Was zapewne o niej słyszała, nie jest  wyłączną zasługą polskich narciarzy, zaludniających rokrocznie alpejskie stoki, ale – przede wszystkim – wysokiej jakości win z Południowego Tyrolu (to druga, znacznie mniej zabawna nazwa regionu) i prężnej działalności samorządowców, propagujących  je w świecie. Właśnie w ramach marketingowego eventu miałem okazję  skosztować siedmiu reprezentatywnych dla Górnej Adygi win.

Pogranicze Włoch i Austrii stanowi niemal laboratoryjny przykład terytorium jednocześnie dzielącego i łączącego dwie odrębne tradycje – tak polityczne, jak i kulturowe. Włoska zadziorność  i austriacka solidność, parcie na szkło w stylu Rai Uno i poczciwa prowincjonalność…  W takim tyglu dojrzewają wina co najmniej interesujące,  nierzadko zaś – genialne.

Aristos Kerner 2010 z Cantina Valle Isarco to przykład wina z mało znanego w Polsce szczepu Kerner, krzyżówki czerwonego Trollingera (tutaj zwanego Schiavą ) z Rieslingiem. W tle nosa, w roli tłumu statystów, odziedziczone po szlachetniejszym przodku nuty naftowe, maślano-redukcyjne,  na pierwszym planie zaś gwiazdorzą pół na pół zielonkawa, cytrusowa trawiastość oraz zyskujące na wyrazie wraz z otwieraniem się wina perfumowe aromaty białych kwiatów. W ustach dominuje mocna kwasowość, solidna prostota i dużo świeżości.

W zupełnie innych rejestrach operuje Haberle Pinot Bianco 2009 od znanego ekscentrycznego producenta, Aloisa Lagedera. Dalekie od krzepkiej oczywistości pierwszej butelki, to wino tak w nosie, jak i w ustach pozostaje lekkie, wręcz nieuchwytne. W zapachu pojawia się i znika, i znika, i znika delikatny akcent miodu gryczanego, ale ponadto niewiele, coś jeszcze może kamienistego.  W ustach również jest bardzo lekko, zwarcie, porządnie – ale bez dużych emocji. Nie mój typ.

Sauvignon 2010 ze znanej z oferty Vinoteki 13 wytwórni St. Michael-Eppan  to rasowy przedstawiciel swojego gatunku. W nosie krem Nivea z trudem przykrywa zapach potu, pod nim zaś kryją się typowe nuty zielone, a intensywne, kwasowe jak trzeba usta mają dobrą budowę. Mniam, o ile się lubi te klimaty.

Nova Domus Terlaner 2008 z Cantina Terlano, kupaż trzech szczepów : Pinot Bianco (60%), Chardonnay (30%) i Sauvignon Blanc (10%), starzony przez 12 miesięcy na osadzie w dużych dębowych beczkach, to bardzo poważna propozycja, wino jednocześnie wielowymiarowe i zbalansowane. Bukiet o wyraźnych, z dębu wywiedzionych wątkach mandarynki w syropie, ale przy tym mineralny i świeży – znajdujący idealne odzwierciedlenie w ustach, masywnych i wielowarstwowych, ze świetnym owocem i dotknięciem beczki.

Mówi się, że Gewürztraminer w Górnej Adydze odnalazł swoją Ziemię Obiecaną. Kolbenhof  Gewürztraminer 2010 z winnicy J. Hofstätter należącej do Martina Foradoriego, zdaje się potwierdzać tę tezę. To hedonistyczne wino jest niesamowicie aromatyczne, pełne kwiatowej perfumy, kadzidlane, długie i kompletne, równoważące swój orientalny przepych wstrzemięźliwą kwasowością.

Wreszcie czas na czerwień. Teraz pstryk! i wyłączam obiektywizm, bo Pinot Nero od Franza Haasa to w każdym niemal roczniku jeden z moich zdecydowanych faworytów. Wina te łączą zwiewność i sprężystość soczystego owocu z elegancją i złożoną fakturą godną najlepszych wcieleń szczepu. Nie inaczej ma się rzecz z Pinot Nero 2009 – jest ulotne i pikantne. Poczekam jak wypadnie ten rocznik za dwa, trzy lata, ale wróżę mu od teraz świetlaną, mówiąc językiem dawnych czasów, czterolatkę.

I wreszcie Lagrein Riserva Gries Prestige Line 2008 z Kellerei Bozen. Bombastyczna nazwa zapowiada bombonierkę w nowoświatowym stylu, tymczasem wino jest raczej powściągliwe. Nos dojrzałych owoców, ze słodkimi akcentami i rustykalną, ciut warzywną podbudową może zmylić, ale mocna, zadzierżysta tanina i solidna długość precyzują szczery wizerunek.

Tak właśnie wygląda, w dużym skrócie, Górna Adyga. Jest to oczywiście skrót marketingowy, który zgodnie z regułami gatunku – filmowa zajawka, zwana też trailerem zawiera atrakcyjny montaż reprezentatywnych dla całości scen. Zapewniam, że pełnometrażowe spotkanie z Górną Adygą także nikogo nie rozczaruje. Będą momenty.

Reklamy

13 komentarzy on “Momenty z Adygi”

  1. rurale pisze:

    „…parcie na szkło w stylu Rai Uno i poczciwa prowincjonalność…” Kurcze Kuba skąd Ty to bierzesz? Naprawdę myślisz, że takimi figurami stylistycznymi, da się odmalować sens i istotę tego co się tam dzieje? Przepraszam, bo może się niepotrzebnie czepiam, ale według mnie GA, zarówno z Rai Uno, jak i prowincjonalnością, to niewiele ma wspólnego.

    • kubajanicki pisze:

      Z głowy biorę, tzw. licencia graphomanica 🙂 Czy się da odmalować nie wiem, ale coś tam zawsze mam na myśli – w tym przypadku, skoro chcesz wiedzieć dokładnie, marketingową ekspansywność, przekaz budowany w oparciu o reklamowe hasła, dumne podkreślanie, że procentowo w odniesieniu do powierzchni nasadzeń GA ma najwięcej Tre Bicchieri we Włoszech, co ilustrują odpowiednie wykresy, na których Piemont i Toskania wyglądają jak winiarskie karzełki na tle alpejskiej potęgi… Trochę to jest Rai Uno, zapewniam Cię, w które się pakuje poczciwa prowincjonalność, bo przecież wytwórnie tutejsze to nie są dumne toskańskie pałace. No i taka mi wyszła, może ciut efekciarska, fraza 🙂

  2. Zgadzam się z prowincjonalnością. To jest bardzo prowincjonalny region. Kiedy był częścią Austrii chyba też taki był. Z Rai Uno mi się nie kojarzy a już na pewno nie z parciem na szkło. Raczej z solidnym, takim niemieckim robieniem swojego, w cieniu, w granicach możliwości.
    A w ogóle co to za zestaw win? To jakaś degustacja była czy taki miszmasz domowy?

    • kubajanicki pisze:

      Degustacja. Zestaw zaserwowany 28 czerwca w restauracji Rubikon, w ramach inauguracji Dni Wina z Południowego Tyrolu. A to parcie na szkło mi się wzięło ze stylu prezentacji, pełnej krągłych marketingowych fraz i tromtadrackich porównań, które z Adygi czyniły niemal winiarskiego lidera Włoch – co kontrastowało z uczciwym, lokalnym stylem win, który sobie tu publicystycznie nazywamy „prowincjonalnością” – co akurat nie ma w tym wypadku negatywnych konotacji.

      • rurale pisze:

        Cały czas nie bardzo rozumiem. Nie rozumiem jak można nazywać prowincjonalnym region, który ma jeden z najwyższych wskaźników PKB per capita w Europie, gdzie stopień zamożności jest widoczny niemal na każdym kroku, gdzie bezrobocie jest śladowe, gdzie trwa nieustająca inwestycja w nowoczesną infrastrukturę, gdzie jednocześnie z niebywałym pietyzmem chroni się dziedzictwo kulturowe, tradycję i język. Czy to jest świadectwo prowincjonalności? To nie jest oczywiście rzeczywistość arkadyjska wolna od wad czy problemów. Szybciej jednak odrębna, samodzielna, peryferyjna ze względu na położenie geograficzne, zawieszona gdzieś między, ale nie prowincjonalna.

        I jeszcze jedno. Język broszury promocyjnej i przebieg degustacji świadczą raczej o broszurze i degustacji, a nie dają powodów do uogólnienia. Przyznam że wolałbym żebyś zostawił znak zapytania, w miejscu etykiet, które przyklejasz:) Bo te ostatnie, trochę jednak fałszują obraz świata.

      • Paweł pisze:

        @”A to parcie na szkło mi się wzięło ze stylu prezentacji, pełnej krągłych marketingowych fraz i tromtadrackich porównań, które z Adygi czyniły niemal winiarskiego lidera Włoch”

        A nie przyszło Ci do głowy, że styl prezentacji wynikał z lizusostwa prowadzącego wobec swojego chlebodawcy? Jak bardzo trzeba być naiwnym żeby przedstawione w tej notce wydumane tezy formułować na podstawie kilku win i marketingowego wazeliniarstwa? Ten wpis blogowy próbuje stwarzać wrażenie jakiejś analizy socjologiczno-filozoficznej wynikającej z wieloletnich doświadczeń w obcowaniu z tamtejszym społeczeństwem i winiarzami z Południowego Tyrolu a nie pobytu w modnej restauracji, gdzie polski pracownik biura promocji regionu udowadnia że ciężko pracuje na swoją pensję.

      • kubajanicki pisze:

        Dobry Panie Boże, w życiu bym nie przypuszczał, że to właśnie Górna Adyga wzbudzi w Narodzie tak żywe reakcje!

        Ciekawy rzeczywiście, pełen polemicznej werwy, jest wątek optymalnej proporcji pomiędzy naiwnością autora a stopniem wydumania jego tez. Pozwolę sobie jednak odpowiedzieć na innym poziomie.

        Otóż nigdzie nie sugeruję, jakobym spędził pół życia na obserwacji uczestniczącej mieszkańców tego malowniczego regionu. Wina z Górnej Adygi piję od dłuższego czasu, zwykle z dużą przyjemnością – nie jestem wybitnym specjalistą od tego regionu, ale nie jest tak, że swoje tezy opieram na degustacji kilku butelek.

        Tromtadracki styl prezentacji to nie wybryk jakichś polskich pracowników (spotkanie prowadzili Włosi), ale naturalna konsekwencja przyjętej niedawno przez region strategii marketingowej, która wino chce promować poprzez lifestylowe, bardziej do emocji odwołujące się zabiegi. Zestawienie tego nowoczesnego podejścia z peryferycznym charakterem apelacji zaowocowało owym kontrowersyjnym jak widzę dla niektórych porównaniem – racja, jest to pewne uogólnienie, na które sobie w błogim samozadowoleniu pozwalam ze względu na specyficzny, „wydumany” styl autorskiego bloga, którego czytanie jest na szczęście zupełnie dobrowolne.

        Z mojej strony jeśli chodzi o uzasadnienia to koniec pieśni, z przyjemnością poznam za to Kolegi opinię na temat win z Górnej Adygi.

  3. W Szkocji albo w Norwegii też jest wysokie PKB i nieustająca inwestycja we wszystko a peryferyjność czyli i prowincjonalność tych miejsc nie budzi wątpliwości?

    • rurale pisze:

      Prowincjonalność to zaścianek. Czym Pan go mierzy? Położeniem geograficznym czy stanem umysłu? Przyznam szczerze że byłbym bardzo daleki od tego żeby tak określać Norwegię i Norwegów. Co do Szkotów to nie wiem. Nie tańczę w spódnicy, choć czasem tego żałuję:)

      • kubajanicki pisze:

        Wojtek ubiegł mnie z argumentem – Norwegia czy Szwajcaria to bogate, doinwestowane, cywilizowane miejsca, które są wg mnie par excellence peryferyjne, czyli prowincjonalne. Rzecz chyba w samej definicji prowincjonalności – przecież niekoniecznie musi mieć pejoratywny wydźwięk i nie w takim kontekście użyłem tego słowa. „Odrębna, samodzielna, peryferyjna ze względu na położenie geograficzne, zawieszona gdzieś między” – jak najbardziej tak.

  4. Agnieszka pisze:

    Zgadzam się z Tobą Kubo co do prowincjonalności GA, ale już nie win pochodzących z tego regionu chociaż nie jest to mój ulubiony styl. Jeżeli zdefiniujemy tak jak WB, iż prowincjonalne jest to co na uboczu (geograficznie, kulturowo, intelektualnie) to GA jako region jest prowincjonalny, natomiast jeżeli dobrze Cię zrozumiałam uważasz, że winiarstwo GA prowincjonalne nie jest i tu chyba większość się z nami zgodzi?

    • kubajanicki pisze:

      Nie miałem na myśli prowincjonalności win – wręcz przeciwnie, napisałem że z połączenia prowincjonalności (a więc peryferyjności) z nowoczesnym marketingowym, ale w sumie także winiarskim stylem myślenia, oraz ze względu na fakt że Adyga leży na skraju dwóch kultur, powstają nad wyraz ciekawe wina. Tak stoi we wpisie 🙂

  5. Agnieszka Szczupak pisze:

    Ano tak też zrozumiałam i się zgadzam, chociaz nie lubię tego stylu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s