De gustibus disputandum est

Jak wiadomo  gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. Z tej przyrodzonej nam skłonności do sejmikowego gardłowania i uderzania pięścią w stół, bez wahania zgodziłem się uczestniczyć w Winiarskich Konfrontacjach – już sama nazwa tej inicjatywy pachnie bowiem na kilometr karczemną zwadą i bezlitosnym bigosowaniem. Idea jest prosta – zbierzmy osoby, które piszą o winie, podajmy do stołu w ramach ślepej degustacji wina otrzymane  od importerów,  i niech się gryzipiórki biorą za  łby!

Rzeczywistość, jak to ma zwyczaju, zaskoczyła. Zebrani, zacne grono mądrych głów,  których autorytetem wasz skromny sprawozdawca czuł się co najmniej onieśmielony, byli bowiem nadzwyczaj zgodni. Z wyjątkiem kilku zdań odrębnych  odnośnie niektórych etykiet, generalnie osiągnięto consensus godny, ekhem, najlepszych tradycji polskiego parlamentaryzmu.

Tematem głównym były kupaże bordoskie z różnych rejonów (choć trafiły też na panel inne butelki) . Dlatego cieszy, że najlepszym winem wieczoru wybrane zostało jednogłośnie Chateau La Graverie 2009, AOC Cotes du Bourg z Wine Garage, wino ab origine bordoskie, a przy tym biodynamiczne.  Organiczną proweniencję wina zwiastowały pierwsze, redukcyjne, siarkowo-podwórkowe nuty w nosie, spod których wyłaniały się świeże i soczyste owoce – bez kompotowej przejrzałości. Usta lekkie i zrównoważone zarazem, o dobrej kwasowości,   bardzo pijalne… Świetne, świeże codzienne Bordeaux.

Mnie bardzo do gustu przypadło również wino Digia Batzelli 2009 z Bolgheri, importowane przez Barrique. Nos ze słodkim akcentem wiśniowym i nutami dębowymi, niezbyt wyrazisty, nie zapowiadał tak długiego, mocnego wina o solidnych taninach, dobrym owocu. Mentolowy akcent w finiszu dopełnił dobrego wrażenia.

Drugie wino od tego producenta, który wraz z żoną gościł na panelu, to już nie moja  bajka – Tam 2006 to perwersyjnie ściągające, drewniane wino dla miłośników parkerowskiego prężenia muskuł. Podobnie kolejny włoski zawodnik, Borgo San Daniele Arbis Ros 2005 z Friuli od  Salute. Oparte w 80% na Pignolo wino mimo obiecujących nawet wątków balsamicznych okazało się suche jak ściółka w sierpniu, ściągające – a przy tym mniej rozbudowane niż Tam.

Klasyczny bordoski kupaż reprezentowała Poncaia 2007 z Collio Roso, Subida di Monte (od Restaurcji Il Calzone). Czereśniowy nos bardzo poprawny, choć  niezbyt charakterystyczny, ustom brakowało jednak owocu – przy porządnych, acz dębowych taninach, które miłośnikom tego stylu mogą się podobać.

Za dobre w swoich kategoriach uznać należy także Vina Perez Cruz 2006 od Quelen z chilijskiej Doliny  Maipo – momentalnie rozpoznawalne, mimo degustowania w ciemno, przez słodki do granic wytrzymałości zapach dżemu z kwiatów bzu, walczący w nosie o prymat z równie intensywnym lakierem do paznokci. W ustach przebija się alkohol, konfiturowe owoce i moc ekstrakcji – bo jest to wino, które dąży do mocy, nie bawiąc się po drodze w złożoność. Dla amatorów tego typu doznań.

Drugą stroną beczkowego medalu jest Görögszó 2006 od Tamasa Duzsiego z Szekszardu – tutaj nie ma ekstraktywnego owocu, bo jesteśmy na Północy, ale jest ta sama intensywna, dominująca beczka, która sprawia, że wino pachnie jak chipsy Peppie’s Bacon, a usta ma puste, jakby wydrążone, pełne głównie alkoholu.

Reprezentacja Francji, z wyjątkiem gwiazdy wieczoru, wypadła przeciętnie. Medok Chateau Lousteauneuf  2007 z Louestau (MJA Distribution) intrygował zapachowymi nutami bobu i białej fasoli w zalewie, spod zacnych strączkowych zapodając jednakowoż beczką. Usta były dość płaskie, bez fanaberii, ale zrobione solidnie i uczciwie, nawet na swój sposób eleganckie – jak chłop w niedzielę strojący się do kościoła. Za to Chateau la Croix 2004 z Lalande de Pomerol (Sobiesław Zasada Import Win) niestety, zamiast energii pana Sobiesława, emanował głównie kurzem i ziemistą gnuśnością, w smaku także okazując się zdechławy i przeleżany.

Na koniec odnotować warto dwubutelkową ekipę z Gruzji. Zarówno Khvanchkara Marani 2009 z Rachy, o pikatnym, truskawkowo-przyprawowym nosie, jak i Kindzmarauli Marani 2009 z Kachetii¸ o aromatach słodko-bagnistych, miały typową gruzińską słodycz, do której przyjdzie mi się jeszcze przyzwyczaić – choć tę ostatnią flaszkę, wyrazistą w charakterze, można spokojnie przynieść do babci na podwieczorek i wypić samemu lwią część.

Cudowna to rzecz, pić wino z ludźmi, którym się chce i którzy wiedzą, czego chcą i dyskutować z nimi o gustach. Dlatego podczas pierwszych Winiarskich Konfrontacji chętniej chwytaliśmy za kielichy niż za szabelki, i nikt się nie kładł Rejtanem, nawet w wyniku zmęczenia degustowaniem. A że na drugie spotkanie zapowiadane są wina różowe, istnieje duża szansa, że duch pokoju i miłości nadal będzie unosił się nad naszymi spotkaniami. Jakby to wieszcz powiedział: Kochajmy się!

Reklamy

4 komentarze on “De gustibus disputandum est”

  1. boryska pisze:

    tym razem to ja łagodnie oceniłam:) ale bobu, fasoli, groszku nie czułam i tyle!
    Mam nadzieje, że degustacja w Bratysławie pełna wrażeń.
    pzdr

    • kubajanicki pisze:

      E, aż tak się nie różnią nasze spostrzeżenia – poza Twą niezrozumiała admiracją dla Chile 🙂 Bratysława super, kilka świetnych odkryć, warto było się wybrać.

      Pzdr!

      • boryska pisze:

        „tanina nieco sucha na końcu i krótko” – to ma być admiracja!? a asfalt? – przynajmniej coś się działo odmiennego, a ja mam bezgraniczne uwielbienie dla odmienności 🙂

  2. Kris pisze:

    Nikt się nie pokłócił? Nie skoczył drugiemu do gardła? Nie krzyknął: hańba! Vivat hańba! Hańba vivat! ?Targowica nawet nikt nie powiedział przy winach o niewymawialnych węgierskich nazwach? Dziwne.
    Pozdrawiam zniesmaczon!
    Kris


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s