Jura wyszła

Wine Garage przy ul. Poselskiej

Wino to, jak już tu pisałem niejednokrotnie, zdecydowanie więcej niż wino. To ludzie, którzy je tworzą i z którymi je pijemy – oraz miejsca im oddane. Każdy, kto pije wino na serio, rysuje w sercu własną topografię, mapę, na której nowe odkrycia i doświadczenia naznaczają się, niczym biały obrus, kolejnymi kroplami wina, którym nieuważnie pozwolimy spłynąć po połyskliwym ciele butelki.

Proszę spojrzeć, ta tutaj plamka na przykład.  Jest już nieco wypłowiała – to nie zasługa jednak wybielacza od cioci z Ameryki, ale bezwzględnego czasu. To Szafa Win na Kazimierza Wielkiego w Krakowie, gdzie pod czujnym okiem Przemka przechodziłem winiarskie rytuały przejścia. Same wina zatarły się w pamięci, wielu ówczesnych swych zachwytów bym się wstydził dziś zapewne – ale miejsce trwa, Szafa gra, Przemek jak dawniej czeka, z dobrym winem, dobrą muzyką, dobrymi książkami i dobrą nowiną.

Te znowuż dwie plamy są stosunkowo świeże, jedna z nich jeszcze nawet do końca nie wsiąkła w materię miasta. To Wine Garage – starszy, na ulicy Józefitów i nowy, na Poselskiej. Tutaj jest nowocześnie, designersko i bezpretensjonalnie, w stylu berlińskim czy skandynawskim. Tutaj leje się wino naturalne, organiczne, biodynamiczne, tokaje Marty Wille-Baumkauf  i morawskie wina inżyniera Abrlego. Tutaj gotuje Agnieszka, a wierzcie mi, że tak gotować niewielu w tym kraju potrafi – a do tego, co jeszcze rzadsze, korzysta z naturalnych składników o sprawdzonym, kontrolowanym pochodzeniu. Tutaj Mariusz doskonali się w sztuce pogodnej melancholii. Tutaj czas płynie wolno, za to wino – zdarza się – szybko, a wraz z nim płyną rozmowy o wszystkim i o niczym, o imponderabiliach i pierdołach, winie i jedzeniu, sensie i bezsensie, przeszłości i przyszłości.

Ta z kolei plama jest za to duża i już po kolorze widać, że z pucharu szlachetnego trunku uroniona. To Vinoteka w Pasażu 13 na Rynku – jest tu bistro, gdzie można na kieliszki spróbować ciekawych win i coś małego przekąsić, jest sklep spożywczy dla wymagających gurmandzistów, pełen dóbr wszelakich, zwłaszcza pochodzenia włoskiego, jest wreszcie sam sklep z winem, także głównie włoskim, dobrze pojętym mainstreamowym topem (Mann z Alzacji, Haas z Trydentu, Fattoria di Felsina z Toskanii). Przede wszystkim jednak jest tu świetna ekipa, która winną pasję docenia i w mgnieniu oka rozpoznaje kto swój, a kto dyletant czy snob. Często można mnie tu spotkać, oj, często.

No i wreszcie jest ta nowa plamka, świeża, zarazem żywa i bledziuchna, jak najlepsze środkowoeuropejskie czerwone wina. To Winoman przy ulicy św. Tomasza. Pod tym numerem mieściła się niegdyś licznie nawiedzana przez opiniotwórcze, medialno-michnikowe kręgi Herbaciarnia Nr 1 (to były czasy kultowej, humorystycznej ostatniej strony krakowskiego dodatku do Gazety Wyborczej, zwanej The End, która zasługuje bezsprzecznie na osobną monografię) , potem mniej popularna Pizzeria pod Amorem. Teraz panuje tutaj wino z naszych, a więc zwłaszcza moich, stron – tokaje Kikelet (polecam podstawowy Furmint!) i te od Zsolatana Demetera, morawskie wina od Balouna, dostać można też flaszki polskie, od Płochockich, Jaworka, Krojciga… Tylko bym trochę wnętrze Winomana zmienił, z restauracyjnego na bardziej barowe, bo wina i ich ceny wołają o więcej luzu – którego nikomu tu nie brakuje.

To zaledwie kilka plamek, uzbierałoby się ich zapewne o wiele, wiele więcej, cała konstelacja. Ale i tak każdy z nas, pijących wino na serio, marzy o swojej własnej plamce. Miejscu, gdzie po selekcjonowane przez nas butelki z mniej znanych apelacji Beaujolais czy z Friuli ustawiałyby się długie kolejki, ludzie robiliby zapisy na flaszki od biodynamików z Loary i na musujące wina z Wysp Brytyjskich , a nie tak wcale późnym wieczorem na szybie wywieszalibyśmy, ku rozpaczy kłębiącego się na zewnątrz tłumu (jak to sobie wymarzył Sebastian), karteczkę z napisem „Jura wyszła”…

Póki co jednak dziękujmy za to, co mamy, tym, którzy potrafili kroplą swoich marzeń naznaczyć nasz świat.

Reklamy

4 komentarze on “Jura wyszła”

  1. Agnieszka Szczupak pisze:

    Cieszę się, że napisałaś o lokalach winnych, bo jak widzę pewnego sekretarza mojej ulubionej poetki jak poleca lokal z wódką i piwem za 4 zeta to ……

  2. Kris pisze:

    Dwie uwagi: warto chyba dodać, że Pod Amorem była piwnica z winami, co prawda nigdy z niej nie korzystałem, ale była:D I druga, że z sentymentu mogłeś dodać Klimaty południa – plamka stara, ale bardzo w naszej winnej edukacji zasłużona.
    Najlepszego Kris

  3. rurale pisze:

    Byłem na Poselskiej w sobotę w Garażu. Rzeczywiście odlotowe wina (ostatnio jestem na etapie grignolino), miła aura, ciepłe wnętrze. Lokal z gatunku tych raczej mikro. Mały taki, trzy stoliki i bufet. Zabawna tylko logika pracy kelnera. Najpierw to chodzenie po obu stronach baru i podawanie samemu sobie zamówień przez elegancie okienko w szklanej ścianie, która wznosi się na barze. No i ciekawym zabiegiem na pewno było podawanie dań w odwrotnej kolejności. Najpierw drugie, potem zupa (na szczęście to był chłodnik), a po dłuższej chwili dopiero starter. Wiem, że od kilku lat, a może nawet od zawsze, jednym z zabiegów scenarzystów różnych fabuł, jest opowiadanie historii od końca, no ale tu chyba to nie jest potrzebne. Tak czy owak jedzenie bardzo smaczne, a chłodnik naprawdę super. Ponieważ jestem zadzierającym nosa warszawiakiem nic więcej nie napiszę, bo jeszcze ktoś pomyśli że mi się podobało, a to wielu osobom na pewno się nie spodoba, choć myślę że gdyby tam wpadli, to mogłoby im się spodobać, ponieważ komu innemu…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s