Traktat o pluciu

Po co jest wino? Żeby je pić. Albo nie pić. Żeby nad nim rozmawiać i rozmawiać o nim. Żeby się nim ekscytować i na nie snobować. Żeby swą nieogarnioną różnorodnością wyznaczało nam nieosiągalne cele, kusiło obietnicą spełnienia i zarazem wciąż umykało w swojej najgłębszej istocie. Mówiąc krótko, wino jest po wszystko – tylko nie po to, by je w ustach wymiędlić i wypluć.

Jak więc się dziać może, że z roku na rok, z miesiąca na miesiąc przybywa tych, którzy kochając wino nie pragną poczuć go w głębi, ale zatrzymują się na najpierwszym, najpowierzchowniejszym  kontakcie? Na to pytanie odpowiedzi udzielić można na dwóch poziomach. Praktycznym: ci, którzy wypluwają wino, robią to z konieczności, bo degustując dziesiątki próbek dziennie, od godzin porannych począwszy, nie da się postępować inaczej. I filozoficznym – jak robi to Barbara Holland w swojej cudownej książce Radość picia: wino wypluwane przestaje być groźne, nie zagraża dominującemu dyskursowi, kładącemu nacisk na zdrowy tryb życia i ciągłe, związane z nim wyrzeczenia;  skarlałe do roli hobby, poddawane analizie traci niebezpieczny wymiar upajania. Patrzcie, woła wyplute wino z dna kubełka, nie jestem po to, by przynieść ci podejrzaną podnietę z widmem nałogu w tle, ja niosę tylko całkowicie niegroźną, kolekcjonerską wiedzę o samym sobie!

Choć bliska jest mi gorzka konstatacja pani Holland, nie zapominam przecież o kronice Marka Bieńczyka, który  – o ile przytaczam ją w miarę prawidłowo – na swoją pierwszą wielką degustację do bodajże Bordeaux jechał z przekonaniem, że plwanie winem jest dla frajerów. I po pierwszym dniu, a właściwie pierwszej nocy, zmienił zdanie. Mnie także przyszło nauczyć się winem pluć, a wierzcie mi, nie jest łatwe i nawet najwprawniejszym trafi czasem do oka niczym wyrzut sumienia samotna kropla wzgardzonego trunku.  Bo jednak wygrywa w człowieku czasem Faustowskie dążenie do (nowej) wiedzy kosztem (znanych) rozkoszy. Za każdym winem kryje się następne, za nim kolejne, kolejne, kolejne, i tak do – cytując poetę – usranej śmierci. I chcemy poznać wszystkie.

Raz się więc plwa, a raz nie plwa. Ostatnio wina było zatrzęsienie, więc sporo skapnęło i w gardziel, i w różnorakiego autoramentu kubełki. Plułem niektórymi winami macedońskimi podczas degustacji w Krakowie (acz losu tego uniknął Vranec Imperator 2010 z Bovinu, który wbrew tromtadrackiej nazwie jest świeży i intensywnie owocowy) – przyzwoity poziom techniczny tych win to dużo, ale chce się czegoś więcej, dotknięcia terroir. Plułem zajadle niektórymi winami podczas Dni Węgrzyna i CK Wino – bratankowie spod znaku turula, niech będzie, wybaczam wam zmianę konstytucji, ale nie mogę wybaczyć tych piętnastu i pół procent alkoholu w czołowych winach z Villanyi i Egeru, a w wielu przypadkach także bezwzględnej tarki z dębiny na języku. Plułem wreszcie winami tokajskimi od Karadi-Berger, o których się sporo mówi ostatnio – to już kolejne moje do nich podejście i pozostaję jednak nieprzekonany. Z wyjątkiem Szamorodnego zbyt są ujednolicone stylistycznie, szukając nowoczesnej mineralności zatraciły tokajską odrębność i stoją sobie teraz w rozkroku.

Kronika  niedawnego nieplucia też jest imponująca. Wspomnijmy biodynamiczne wina langwedockie z Pic Saint Loup od Beauthorey, Terre Ferme 2010 i Danse des Ceps 2005 – oba zarazem intensywnie nieobliczalne w nosie i proste, pijalne w ustach. Oddajmy należne honory niesamowicie żywemu, owocowemu i aromatycznemu naturalnemu Cuvée Raoul 2006 z południoworodańskiej posiadłości Géralda i Jocelyne Oustric,  Domaine Le Mazel  (w wieku pięciu lat bez najmniejszego śladu siarki i bez śladu zmęczenia). A wspaniałe Barbaresco Pajore 1999 od Sottimano, godne, balsamiczno-pyłowe w aromatach, z duszonymi pomidorami i przypalonym masłem, a zarazem młodziutkie, giętkie niczym rumuńska gimnastyczka w ustach?  Albo Château Saint Georges Côte Pavie St Emillion Grand cru classé 2004, pachnące pieczenią wołową i suszonymi owocami tropikalnymi, o niesłychanie eleganckich ustach i intensywną mentolową końcówką?…

Pluć albo nie pluć, oto jest pytanie. Jest li w istocie szlachetniejszą rzeczą ślorpać, międlić i plwać, czy też połykać i znosić pociski zawistnych spojrzeń tych, którzy też by chcieli, ale wszak im nie wypada? Niech sobie każdy odpowie sam.

Reklamy

7 Komentarzy on “Traktat o pluciu”

  1. Re pisze:

    AFAIR Kubuś St.Georges było 2004. Nie sprawdzę bo butlę z wielkim smutkiem wyrzuciłem i tu też pojawił się dylemat: pozostawić wspomnienie, czy też wypluć do zsypu. Praktycyzm niestety wygrał:)
    Pył w Barbaresco był w istocie niesamowity. Podobnie, jak fantastyczna wprost elegancja st.Emillona. Jezusie jak ja kocham tę apelację. [na stronie] i jak cholernie nienawidzi jej mój portfel:)
    Najlepszego!
    Kris

  2. Mam wrażenie że temat plucia podnieca najbardziej tych do nie plują. Każdy kto pluje zawodowo umie to dobrze oddzielić od normalnego picia i umie właściwie zrozumieć wino nawet kiedy je wypluje.
    Naprawdę ciekawy wydał mi się wątek plucia dla psychicznej higieny. Nie zdarzyło mi się nigdy i nie znam nikogo kto by tak robił. Dążenie do lekkiego rauszu wydaje mi się atawistycznie uniwersalne. Or is it just me? 🙂

    • kubajanicki pisze:

      Jako zdeklarowany Advocatus Bacchi w pełni się zgadzam z tezą o atawistycznym dążeniu do lekkiej choćby bani 🙂 Ale coś jest w tym zaczerpniętym od Barbary Holland spostrzeżeniu, że modne hobbystyczno-snobistyczno-wiedzowe podejście do wina usuwa sam fakt jego upojności na drugi plan, bo kosztowanie wina jest fajne, trendy i dżezi, ale już upojenie się nim – czymś wstydliwym. „Plucie” tak rozumiane to więc tylko wtręt do nienowej dyskusji o różnych obliczach wina w, za przeproszeniem, współczesnej kulturze 🙂

      • W życiu się nie spotkałem w żadnym towarzystwie ze wstydliwością upojenia.

      • kubajanicki pisze:

        Ja w sumie też nie, ale wierzę, że w ogarniętych obsesją zdrowia Stanach, o których pisze Holland, gdzie wszystko jest tak „od-do”, mogą sarkać na tych co przesadzają… Kwestia kulturowych uwarunkowań 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s