Daleko od Babel

Jak wiadomo, ludzie po to budowali wieżę Babel, by się zrównać z Bogiem, na co ten się niezmiernie na nich wkurzył i na poczekaniu powymyślał im różne języki, żeby się nie mogli ze sobą dogadać w kwestiach konstrukcyjnych. Postąpił bardzo słusznie, bo gdybyśmy dzisiaj nie mieli języków Mickiewicza, Szekspira, Goethego, Moliera, Puszkina, Dantego, Cervantesa et consortes, to w zasadzie mielibyśmy bardzo niewiele.

Refleksyjka ta ma także pewne winne konotacje. Oto bowiem ujednolicanie stylistyki win z różnych zakątków świata, by przemówiły uniwersalnym językiem, jakimś esperanto przewidywalności czy volapukiem dębiny, do modernistycznie nastawionej na łatwą przyjemność ludożerki  – będące przedmiotem nieustannej krytyki, ale wciąż wyraźnie obecne w mainstreamowym winnym dyskursie – to wszak nic innego, jak budowa winnej wieży Babel.  Budowa, której wizja jest nie mniej przerażająca od tej biblijnej.

Dlatego z tak wielką radością przyjmuję winne pomieszanie języków, na każdym poziomie, na jakim może się przydarzyć. Te wszystkie niewymawialne pozornie nazwy lokalnych szczepów, nazwiska producentów, miana winnic i pojedynczych parcel. Te tak trudne, choć tak wdzięczne rozmowy z winiarzami, asekurowane międzynarodowym językiem najprostszych gestów. Te degustacje w gronie międzynarodowym, kiedy się człowiek do rodaka zwraca po obcemu, a do innostrańca po naszemu. To wreszcie plątanie języków, które się bierze z poplątania i nadmiaru win niewypluwanych, bo szkoda, bo rzadkie, niebanalne.

Ostatnio pięknie się nam plątało, kiedyśmy z Josephem zastawili  stół trzema winami jak najdalszymi od koszmarnej perspektywy winnego Babel. Pierwsze było wino pomarańczowe – termin ten, dopiero się w Polsce przyjmujący, oznacza wino winifikowane z białych winogron ale przy dłuższym czasie maceracji – od kilku dni do nawet kilku miesięcy – dzięki czemu nabierają one pomarańczowo-złotych tonów i niezwykłego, nieporównywalnego z niczym wyrazu.

Ribolla Gialla 2005 to dzieło Franco Terpina z regionu Friuli-Venezia, który jest najważniejszym w świecie miejscem wytwarzania win pomarańczowych. Oko zachwyciła głęboka, złocisto-pomarańczowo-miodową barwa. Pierwszy nos był dymny, z pewnymi nutami redukcyjnymi, krzemiennymi, chlebową skórką i kwiatowym tłem. Joseph wyrzekał nieco na beczkę, ale ten typ tak ma, i bardziej jest w orange wines opity, dla mnie się beczka gładko wtapiała w ogólne wrażeń bogactwo – zwłaszcza, że usta to mocna materia cudowna, długa mineralność, z odrobiną miodowej słodyczy, ziołowej goryczki i nut cytrusowych… Żeby było ciekawiej, gdy po dwóch godzinach wróciliśmy do tego wina, w nosie dominujące stały się nuty smalcu i terriny, usta zaś były bardziej krągłe, śmietankowo-warzywne.

Drugim winem wieczoru był Pinot Noir Ferenchegy 2008, wino od egerskiego producenta St Andrea z pojedynczej parceli, o którym pisałem już tu. Nie chcę się powtarzać, więc tylko pochwalę dobrze wtopione drewno (zgadnijcie, kto na beczkę jednak wyrzekał?), złożoność aromatów i żywą kwasowość.

Na koniec – Murmures 2005, kolejna niezwykła butelka z piwnicy pana de Givenchy. Dziwactwo nad dziwactwami, 100% Chenin znad Loary, od Domaine des Sablonnettes, robione w stylu jurajskim, na utlenieniu. Rezultatem jest nos w stylu wytrawnej sherry, pełen przejrzałych jabłek, orzechów włoskich, migdałów, słodkich owoców – a obok nich mocnych nut gotowanych białych warzyw: pietruszki i selera. Mocarne usta początkowo rozpoczynały się nutą benzynową, która jednak w trakcie kilkudniowej (spróbujcie wypić Murmures na raz!) degustacji zniknęła. Środek podniebienia wypełniają rosołowe smaki umami, następnie daje się odczuć piękna, intensywnie cytrusowa kwasowość – której siła rośnie wraz z kolejnymi dniami –  a w posmaku pozostają intensywne orzechy włoskie.  Wrażenia są piorunujące, a Wiadomo-komu nawet beczka nie przeszkadzała.

Trzy naprawdę niezwykłe wina do sączenia i dumania nad dziwami tego świata i mądrością dobrego Pana Boga, który co prawda wszystkim nam pomieszał języki, ale za to zmysły pozostawił przeważającej większości w należytym porządku.

Reklamy

3 Komentarze on “Daleko od Babel”

  1. K,

    Nice post. The last wine we tasted, the 2005 Murmures, was interesting indeed. The first time I taste an oxidized (purposely) Chenin Blanc from the Loire. I have to admit that I enjoyed it more than I usually do this style of wine. It offered a sort of freshness you don’t often find. This being said, one glass was enough for me on it’s own. Would have loved to try it with some snacks along side!

    Cheers!

    • Re pisze:

      Niby Bóg pomieszał nam języki, a angielski komentarz do polskiego tekstu pasuje jak ulał:)
      Pozdrawiam!
      Kris

  2. jongleur pisze:

    Kto uważa, że jongleur ma lewicowe odchylenie niech pogada z de Givenchy na tematy społeczne. A tak poważnie, jako prawicowy (a) konserwatysta (tka) jongleur woli utlenione wina z Jury, zaś chenin raczej klasyczne, choćby nawet stare, bez nadmiernej oksydacji. Jakkolwiek kocha biodynamików, zwłaszcza przystojnych, nie może sie oprzeć wrażeniu pewnego przerostu formy nad treścią i eksperymentu nad istotą w takich winach jak wspomniane Murmures czy wina Joly’ego. Można produkować takie dziwactwa, ale czy to jest prawdziwe?
    pozdrowienia dla autora pilnie czytanej Kontretykiety.
    jongleur


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s