Białe plamy, perły, rubiny

Moja pierwsza podróż zagraniczna wiodła przez austriacki region winiarski Weinviertel – czego byłem wówczas oczywiście absolutnie nieświadomy. Miałem może z osiem lat i jechaliśmy z rodzicami samochodem do Wiednia. Obiad zjedliśmy w przydrożnej czeskiej restauracji, gdzie na ścianie straszyły białe plamy po zdjętych niedawno portretach przywódców narodu, a na talerzu białe plamy knedlików zachlapanych gulaszopodobną breją. W samym Wiedniu zamieszkaliśmy u pewnej cioci, gniotąc się we czworo z małym pokoju gościnnym – o czym mama przez cały wyjazd nie pozwalała tacie zapomnieć, wypominając mu, że choć całe życie lata po świecie i wysypia się spokojnie w hotelach oraz wynajętych mieszkaniach, to własną rodzinę naraża na ewidentny dyskomfort. Nie pamiętam, jak i czy się tata tłumaczył, możliwe zresztą, że miał w złożeniu cioci odwiedzin dodatkowy, ukryty cel. Nawet jeśli miał, nic z tego nie wyszło – ciocia zmarła, owo niekomfortowe mieszkanie zapisując w spadku jakiejś jezuickiej szkole, która nie raczyła nawet, co po latach jeszcze moja rodzina wspomina z pewną masochistyczną satysfakcją, wysłać delegata na ciociny pogrzeb.

Wspomnienia te wróciły, ponieważ tym razem to austriacki region winiarski Weinviertel  odwiedził mnie – w postaci degustacji zorganizowanej przez prężne austriackie winiarskie organizacje marketingowe. Swe wdzięki prezentowało dziesięciu tamtejszych winiarzy, starających się odmienić obiegową opinię o swoim regionie, jako o dostawcy tanich win codziennych, którym daleko od intrygującego stylu modnych apelacji, takich jak Kamptal czy Kremstal. Czy im się udało? Sam nie wiem.

Niestety, trudny rok 2010 sprawił, że wielu degustowanym winom, także z apelacyjnego wina Weinviertel DAC, obwarowanego wieloma szczegółowymi regulacjami Grüner Veltlinera, mającego stanowić marketingową wizytówkę regionu, brakowało ciała i głębi. Zdarzało się charakterystycznym pieprznym nutom Grünera skręcać w dziwną, chemiczną nutę perfumowanego mydełka, czy wręcz potu (jak np. Wienviertel DAC Grüner Veltliner classic 2010 z Weingut Beyer). Inne wina były znowuż zielonkawe (jak wypłaszczony Fruhroter Veltliner 2010 od Christopha Brandla, 22-letniego zaledwie winiarza, jeszcze do niego wrócimy). Ciekawie wypadł Grüner ze starych krzewów, Niederösterreich Grüner  Veltliner Alte Reben 2010  z Weingut Haindl-Erlacher.

Co ciekawe jednak, najbardziej interesujące wydały się wina wytworzone z innych szczepów – wszystkie niemal mało szczepowe, oddające raczej feeling terroir i koncepcje winiarzy. I tak zostały mi w łaskawej pamięci: subtelny Niederösterreich Pinot Blanc 2010 ze wzmiankowanej Weingut Haindl-Erlacher; mandarynkowy, zrównoważony Niederösterreich Riesling Ried Innere Bergen 2010  z Weingut Zull; napakowany, ekspresyjny, nowoświatowy w wyrazie  Niederösterreich Sauvignon Blanc Riede Hochstrasse 2010 od młodego BrandlaMoże wynika ta refleksja z faktu, że w kiepskim roczniku wrażenie robiły wina nie tyle może o wiele lepsze, lecz po prostu w jakikolwiek sposób wyróżniające się na tle win DAC, przyjemnych i użytecznych w wielu wypadkach, ale w masie raczej anonimowych.

Powodowany moją narastającą obsesją na punkcie czerwonych win z naszego regionu i okolic spróbowałem dwudziestu paru  dostępnych na degustacji czerwieni z Weinviertel  – która jest, od razu zaznaczam, zupełnie ubocznym nurtem działalności tamtejszych winiarzy. A jeśli chodzi o wrażenia? Znów rozdarty jestem jak ta, nie przymierzając, sosna…  Niederösterreich Zweigelt Riede Hochstrasse 2009 od budzącego na spotkaniu duże emocje Brandla był przedziwny, totalnie utleniony, lakier i przejrzałe czerwone jabłka w stylu winka babuni – jak raczył był określić je kolega Kolorus, wino dla frutarian, bo o ekspresji owoców, co same z siebie z drzewa spadły… Kontrowersyjne aż miło.

Za kontrowersyjne mogą uchodzić też zapewne wina czerwone z Weingut Lutzer, posiadającej wyjątkowo szerokie ich portfolio – prezentowane było chyba z sześć różnych etykiet. Były to wina przysadziste, rustykalne, pełne nut środkowoeuropejskich, dziwaczne czasami – ale za każdym razem pijalne, o ustach uczciwych, soczystych ustach.  Blauer Zweigelt 2009 pachniał wspomnieniami dzieciństwa, rozgniecioną przez mamę na łyżeczce tabletką lekarstwa , co było tyleż dziwne, co wzruszające, smakował zaś lekko i przyjemnie. St. Laurent 2009 przyniósł w nosie kolejne wspomnienie, mianowicie kleju UHU w żółtej tubce – ale znów, ani ten zapach nie był odpychający, ani usta nie zawodziły, wręcz przeciwnie, było przyjemnie, swojsko, chłopsko i duszoszczypatielnie. Sprawdziło się też Cuvee Cemaro 2008, kupaż opisany jako Zweigelt & Burgunder Cabernet który to opis składu pozostał kompletnie nieodszyfrowalny , owocowo-warzywne w nosie, z nutą pieczonych w miodzie buraczków. Mniej efektowny okazał się Cabernet Sauvignon (rocznika nie zapisałem) – odmianowy w nosie, ale przyciężkawy.

Świetnie wypadł za to Cabernet Sauvignon 2006 z Weingut Hofbauer – lekko zielony, paprykowy w nosie, o zaskakująco powściągliwych, eleganckich i dobrze ułożonych ustach, z posmakiem syropu porzeczkowego i z czarnego bzu. In plus zaliczam zdecydowanie także dwie czerwienie z Weingut Mitternast – prostego i bezpretensjonalnego Zweigelta Classic 2008 oraz kupaż Merlota, Zweigelta i St. Laurenta Johannisberg Reserve 2009, którym chętnie częstowałbym wszystkich winiarzy przesadnie beczkujących swoje wina – tutaj dąb wtopiony jest idealnie, podbija nuty owocowe i pikantne,   nie wprowadzając zabijających naturalne, owocowe aromaty wina nastrojów mięsno-wędzonkowych (jak w przypadku Zweigelta Wachtberg 2009 z Weingut Frank).

I wreszcie na koniec najlepsze dla mnie chyba wino degustacji (obok pewnego lanego spod stołu Eisweina) – One in Red 2008 z Weingut Hirtl, kupaż  Zweigelta, Blauburgera i Merlota, świeży, pikantny, pachnący pieprzem i liściem laurowym – z tych właśnie liści uplótłbym mu wieniec.

Weinviertel walczy o uznanie i trzeba starania tamtejszych producentów docenić – czysty pech sprawił, że rocznik 2010 w naszej stronie świata był po prostu denny, więc wielu winiarzy robi dobrą minę do złej gry. Na szczęście spośród około pięćdziesięciu win zaprezentowanych w ramach tego bardzo profesjonalnie zorganizowanego spotkania dało się wyłowić kilka białych pereł i czerwonych rubinów. I nimi właśnie chętnie wypiję za zdrowie rodziców, za pamięć cioci i na pohybel chytrym wiedeńskim Jezuitom.

Reklamy

3 komentarze on “Białe plamy, perły, rubiny”

  1. Agnieszka Szczupak pisze:

    No wreszcie Kubo kilka dobrych słów na temat nietrendowego, mniej cenionego regionu, się cieszę, bo Weinviertel „idzie ostro do przodu”. Ciekawe jest to, że region morawski po drugiej stronie granicy (kiedyś przecież jedno państwo) winifikuje wina w zupełnie inny sposób i w innym stylu.

  2. kubajanicki pisze:

    Nie no, nie piszę tylko o trendowych miejscówkach – chyba że za trendową uznamy Słowację 🙂 Bo Morawy to już prędzej… Swoją drogą, sam się nad tym zastanawiałem – to Weinviertel i Morawy to są dwa różne światy jak chodzi o styl win. Dwa bardzo ciekawe światy, dodajmy.

    • Agnieszka Szczupak pisze:

      I blisko nas: i wreszcie znalazłam Austriaka (z Weinviertel), którego wina są w naszym stylu, bo to, co piłam z win dostępnych na naszym rynku np. od Wienico, mnie rozczarowało.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s