Egerski remanent

Pomału, pomału odgrzebuję się z egerskich notatek i wspomnień. Półtorej dnia to zdecydowanie zbyt mało, by porozmawiać ze wszystkimi, z którymi by się chciało i skosztować choć ułamek z tego, czego by się pragnęło skosztować. Część wrażeń siłą rzeczy pozostać musi wyrywkowa, rozproszona i niedopowiedziana. Stąd ten dzisiejszy chaotyczny remanent – by się wreszcie od Egeru uwolnić.

Na początek Grof Buttler – na wizytę w tej robiącej zawrotną karierę posiadłości, założonej przez człowieka z zewnątrz, Laszlo Bukolyiego, ostrzyłem sobie zęby. Niestety, piwnica jest w tej chwili w remoncie i na degustacją zaproszony zostałem do Budapesztu. Z zaproszenia nie omieszkam skorzystać przy pierwszej nadarzającej się okazji, ale póki co pozostaje mi przedsmak w postaci trzech butelek, degustowanych w rewelacyjnej winiarni przy Dobo utca (na zdjęciu), gdzie każdą butelkę otwierają na kieliszki, a miejscowy kelner z szelmowskim uśmiechem przeprasza  za swój teksański akcent… Viognier – Pinot Blanc 2009 to fantastycznie mineralne, długie wino w stylu niemieckich Weissburgunderów. Portugieser 2008 to niesłychanie soczysty owoc odziany w znakomicie wtopioną beczkę, bardzo esencjonalne i czyste wino. Cabernet Sauvignon 2007, którego nieco obawialiśmy się, podejrzewając  o kulturystykę i nadekstrakcję, okazał się gęstym winem dalekim od odmianowej sztampy, z sycącą owocowością i wyrazistymi taninami wywołującymi na twarzy lubieżny uśmiech. Żałuję, że nie mogłem poświęcić tym winom więcej czasu, ale nadrobię.

Zawiodły ewidentnie dwie etykiety Tibora Gala. Historię tego pioniera nowoczesnego Egeru, który zginął tragicznie w samochodowym wypadku w 2005 roku, pozostawiając winnicę w rękach syna znają chyba wszyscy. Niestety, mam wrażenie, że od tego czasu marka Tibor Gal pozostaje na jałowym  biegu, dyskontując legendarną przeszłość. Piszę to z przykrością, bo swego czasu tutejszy Pinot Noir, jego wyższo półkowa odmiana Pinot Noir Titi (nazwana tak pieszczotliwie na cześć syna Tibora, Tibora juniora, pieszczotliwie określanego Titi) czy choćby Kiralyleanka należały do moich egerskich pewniaków. Niestety, Chardonnay 2008 okazało się płaskie, niewyraźne i bez życia, a Pinot Noir 2007 nie oferował wiele poza hojnie użytą beczką – wędzonka mieszała się tu z kwasowością niczym w kwaśnicy, i to niestety takiej oszczędnej kwaśnicy z Krupówek dla warszawskich ceprów, bo finisz zdecydowanie miał wodnisty. Gorzkie to słowa, ale od całkowitej kondemnacji Tibora Gala powstrzymuje się do czasu bardziej przekrojowej degustacji – może miałem akurat pecha?

Dwa ostatnie adresy to egerska druga liga z aspiracjami – do znalezienia w (nie)sławnej Dolince Pięknej Pani, zwanej też w angielskojęzycznych publikacjach z niewiadomych powodów Witch Valley. Pierwszy z nich to Tamas Sike – facet krępy, mocny i prawdziwy. Jego Sike Tamas Selection Olaszriziling 2009 nos miał nieco duszny, zamknięty, pleśniowo-miodowy, usta zbudowane średnio, bez mocy owocu, ale o satysfakcjonującej pijalności, zwłaszcza w warunkach piwniczkowo-turystycznych. Egri Kekfrankos Siller 2008 – a siller to węgierski wynalazek, rodzaj wina pośredniego pomiędzy różowym a czerwonym – niósł odświeżające aromaty poziomek i porzeczek podbite miętą, przyjemne, choć zbyt może zielone, jednak usta to już tylko różowo-landrynkowy owoc ze zbyt wyraźną dębiną. Wino nadto kompotowe, nie dość świeże, by się więcej na nim pochylać… Jednak wizyta u Sikego to nie jest zły pomysł, zwłaszcza, gdy ktoś chce zrobić większa zapasy win w bardzo przyzwoitych cenach.

Po sąsiedzku z Tamasem Sike mieści się winiarnia braci Juhasz ­– i w jej przypadku z polecaniem byłbym znacznie ostrożniejszy. Egri Szurkebarat 2007 (czyli Pinot Gris), o rekordowych 15% alkoholu, woniał drożdżami, starym papierem, proszkiem do prania, piankami marshmallow, słowem – cukierkiem rozpuszczonym w lekarstwach. Usta, jak można się było spodziewać, kompletnie zdominował alkohol, choć wciąż wyczuwalna była nuta chemiczna, apteczna. Nieczyste, przegięte wino dla kolekcjonerów kuriozów. Leaynka 2009 nie była aż tak oryginalna, za to po prostu nudna – odmianowy nos jabłkowo-brzoskwiniowy z lekko wyczuwalną kiszonką zapowiadał się przyjemnie, ale wypłaszczone usta bez kwasowości, o zbyt oczywistej słodyczy zawiodły.

Najciekawszym winem braci Juhasz okazał się Egri Bikaver 2007 – klasyczny, chłopski i ziemisty, warzywno-aroniowy w aromatach i bezwzględnie taniczny w smaku, ściągający i zielonkawy, miał w sobie tę bezpretensjonalną pijalność i szczerość, w której odpoczynku i wytchnienia szuka czasem każdy, nawet najbardziej wyrafinowany, zadzierający nosa miłośnik wina.

I tym optymistycznym akcentem remanent kończę. Więcej Egerem nie męczę, za wszystko serdecznie przepraszam, a Was proszę – nie lękajcie się Victora Orbana, pijcie egerskie wina, sławcie je na świecie i tłumnie odwiedzajcie to niezwykłe miejsce.

Advertisements

One Comment on “Egerski remanent”

  1. Z Galem chyba faktycznie miałeś pecha – Chardonnay to w tej chwili najsłabsze z jego win, a PN – no cóż, miewał lepsze „wejścia”. Wyższe Pinoty są moim zdaniem bardzo godne polecenia, podobnie jak Kadarka i nowy biały kupaż Glória.
    Szkoda że od Juhasza nie skosztowałeś Olaszrizlinga – uważam że to jedno z solidniejszych białych w Egerze. 15% w PG oczywiście dyskwalifikuje.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s