Gulaszowy kapitalizm – Kovács Nimród

Na stole w sali degustacyjnej leży okładka branżowego biznesowego magazynu, a na niej widnieją dwie postaci. Na pierwszym planie Barack Obama, za nim – Nimród Kovács . W tej piwnicy, jej atmosferze, wśród win tak przesiąkniętych duchem właściciela, aż miałem ochotę spytać, kim jest ten czarnoskóry facet w garniturze obok Kovácsa…

Kovács Nimród Winery to niebywale interesujące przedsięwzięcie. Kiedyś projekt nosił nazwę Pok-Polonyi  i był winnicą rodzinną jakich w Egerze mnóstwo. W 2000. roku przejął je Nimród Kovács – węgierski biznesmen, który karierę zrobił w Stanach, typ self-made-go-gettera, sypiącego biznesowymi maksymami z Jacka Welcha i z Sun Tzu. Mr Kovács wszedł w biznes i zmienił jego nazwę na, co nie dziwi, bardzo nieskromną: Monarchia Winery. Głównym winemakerem pozostawił jednak Tomasa Poka – człowieka ponoć diablo zdolnego. Wina z tego okresu znam tylko z opowieści – ponoć były zbalansowane, eleganckie, burgundzkie. Trudno to sobie wyobrazić, gdy się teraz pije tutejsze wina, produkowane już pod marką Nimród Kovács , oddane w ręce winiarskich technologów Nowego Świata.

Duch kapitalistycznego, amerykańsko-węgierskiego joint-venture przenika tutejsze butelki do cna, dając efekty raz interesujące, raz karykaturalne. Są to wina na wskroś nowoświatowe – ale pochodzą z małej w gruncie rzeczy winiarni (30 ha), więc  nie ma mowy o fabrycznej nudzie czy seryjności. Tu się eksperymentuje jak wszędzie w Egerze, tyle że poszukiwania te mają ustalony cel – trafienie w gusta miłośników win kalifornijskich. Około 30% win Nimróda Kovácsa jest przeznaczonych na rynek USA.

W takim marketingowym podejściu nam sam początek pochwalić warto łatwą do odczytania i zrozumienia dla konsumenta konstrukcję portfolio.  Są tu tylko dwie linie: tańsza, codzienna Egri oraz droższa Nimród Kovács. Prawda, że cudownie proste? Przerost liczby etykiet, wynikający z wielości poszukiwań, jest egerską zmorą, tym bardziej więc należy się Kovácsowi słowo pochwały.

Baza…

A jakie są tutejsze wina? Podstawowy biały Egri Feher 2008 to kupaż 70% Chardonnay, 20% Pinot Gris i 10% Furminta. Nos ma nieco podwórkowy, z nutą kiszonej kapusty. Usta są prostolinijne, ale szczere, niepozbawione ciała, z posmakiem rodzynkowo-ziołowym i odczuwalnym w końcówce alkoholem. Jak na swoją niziutką cenę – ok. 10 złotych – i obawy związane z tutejszą stylistyką, jakość i pijalność są zaskakująco wysokie, mimo słabego owocu.

Egri Rosé 2010 powstało w całości z Kekfrankosa.   W nosie, zdominowanym przez poziomki, znów pojawia się ton warzywny, tym razem delikatniejszy, pietruszkowy. Usta znów są proste, delikatnie musujące – jednak czuć tu już pewną beczkowość, która sprawia, że wino wydaje się zbyt ciężkie do codziennego sączenia.

Podstawowa tutejsza czerwień, Egri Kekfrankos 2006, to świetny wstęp do american dream Mr Kovácsa . Nos jest gorący, nieco duszny, czuć w nim porzeczki i jeżyny, usta zaś mają pełnię i krągłość o sporej słodyczy, taniny są dobrze wtopione, budowa średnia plus… Jednak jak na wino podstawowe zbyt muskularnie tu jest, a jak na Eger do przesady  ciepło i wygodnie.

…i nadbudowa

Biała dumą – przepraszam stadionowych chuliganów za wypożyczenie tego zwrotu – jeśli chodzi o wyższą półkę Kovácsa jest Chardonnay o nazwie Battonage przez dwa te. Co ciekawe, w produkcji tego wina wykorzystywana jest burgundzka technika batonnage, przez jedno te, a za to dwa en, która polega na starzeniu białego wina w beczce wraz z osadem i okazyjnym bełtaniu tego osadu kijaszkiem. Metoda ta jest kontrowersyjna – podobnie jak Battonage 2008. Nos jest jednocześnie naftowy i słodki, jesienno-miodowy, oleiste usta mają mocną strukturę i pełnię, ale brakuje im lekkości. Kontrowersyjne jest to wino, co czuć było w badawczym spojrzeniu prowadzącej degustację Orsolyi i w gorliwości, z jaką opowiadała, jakich to medali Battonage na świecie nie dostał… Jak dla mnie jest to wino pokrętne jak zeznania Richarda Nixona po Watergate, wieloznaczne – nie w sensie bogactwa, tylko niezdecydowania.

Syrah 2008 za to był zdecydowanie najlepszym winem degustacji . Dębowe aromaty nie kryją żywej owocowości, długość jest wstrząsająca, taniny mocne i uwodzicielskie, trudne do zapomnienia, intensywnie, po Nimrodowemu użyta beczka świetnie wtapia się w to soczyste, intensywne wino. Kto by się spodziewał, że akurat Syrah znajdzie tutaj taką intrygującą interpretację? Takie mięśnie i sprężystość uczyniłyby z niego idealnego, że tak sobie zażartuję, gubernatora Kalifornii. Wymarzonej Kalifornii dr Kovácsa .

Potem było mniej ciekawie. Bikaver Rhapsody 2006 był beczkowo potężny, ekstraktywny,  kulturystyczny – choć nie nazwałbym go karykaturą, może raczej bikaverem do potęgi, turbobikaverem, kuriozum dla miłośników winnych strongmenów.

Karykaturą był za to bez wątpienia Pinot Noir 2007, ze swoim 15,5% alkoholu i ekspresją bliską cieplejszym regionom Chile. To ekstremum stylu nowoświatowego – wino totalnie kompotowe, hiperekstraktywne, duszne…

Chciałbym w czambuł potępić ekscesy Nimroda Kovácsa , wyśmiać jako niespełnioną miłość Turula do Wuja Sama, jako winnego Forfitera  – ale nie potrafię. Część z tych win, tak mi obcych, tak dziwacznych czasami, ma w sobie nerw, pazur, siłę. Linii podstawowej, Egri, wróżę w Polsce duże powodzenia – o ile ktoś zechce ją sprowadzić. Syrah zaś, jak mawia się w nomenklaturze policyjnej, zabezpieczyłem. Wypiję nim kiedyś zdrowie  Mr Kovácsa i jego gulaszowego kapitalizmu.

Reklamy

2 Komentarze on “Gulaszowy kapitalizm – Kovács Nimród”

  1. Wydaje mi się że „gulaszowy komunizm” to był taki trochę paternalistyczny, kpiarski epitet, żeby się między słowami podśmiać z Węgrów, którzy nawet porządnymi komunistami nie potrafili być. Czy to samo miałeś na myśli w sprawie Kovacsa „Jezusa” Nimroda? Bo mnie tam na miejscu wydało się, że ten kapitalizm jest autentyczny i nawet dobrej próby, tyle że wina z tego wychodzą paskudne, podobnie jak w innych ultrakapitalistycznych krajach winiarskich: US, Chile, Australia… Zaś im więcej regulacji, tym lepsze wina (Francja, Włochy…). Ot, taka śmiała myśl na Wielki Piątek.

  2. kubajanicki pisze:

    Dobrze czytasz moje intencje. Gulaszowy, czyli taki niepoważny trochę, wyidealizowany, wymarzony bardziej niż rzeczywisty – takie symulakrum kapitalizmu, mówiąc Baudrillardem. Jak nam w latach 90. ciocia z Ameryki przywoziła wybielacz ACE, tak Nimrod Kovacs przywozi Węgrom amerykański dream o winie…

    Swoją drogą, teoria, że wielkie gospodarki kapitalistyczne robią gorsze wina cieszy moje lewackie serce 🙂

    Pozdrawiam i Wesołych!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s