Antypody antypodów

A więc kolejny Winny Wtorek. No, proszę sobie wyobrazić… Butelka australijskiego Semillion Chardonnay za 29 złotych… Człowiek się zastanawia, czy mogą go spotkać gorsze rzeczy. Pewnie, całe mnóstwo: Można wylecieć z pracy. Włos znaleźć w zupie. Petrus się może okazać korkowy. Syn może oznajmić nam pewnego dnia, że chce zostać politykiem. Tak, na całym świecie jest mnóstwo rzeczy gorszych niż Semillion Chardonnay z Australii za 29 złotych. Ale nie oszukujmy się – jest też wiele, bardzo wiele rzeczy lepszych. Dlatego nie czeka się na taką butelkę z utęsknieniem.

Proszę sobie wyobrazić tymczasem, że  Mullygrubber Semilion Chardonnay 2009 nie ma w sobie nić z australijskiej masywności i masowości. Ba, wręcz lokuje się na ich – excusez-le mot – antypodach. Aż 50% Semillion w kupażu nadaje mu strukturę, ale nie czyni karykaturalnie oleistym. Chardonnay daruje mu swoją głębię – ale nam daruje tak częstej w Nowym Świecie banalności i nudnej, mechanicznej powtarzalności charakterystycznych odmianowych nut.

Proszę sobie wyobrazić ten jednocześnie odświeżający i złożony nos, atakujący cytrusową rześkością, wsparty na kremowej, brzoskwiniowej podbudowie, który stopniowo uwalnia lekkie niuanse tropikalnych owoców – świeżych, schłodzonych, niesyropowych.

I proszę sobie wyobrazić te usta. Pełne, ale nie przeciążone, o bardzo długim finiszu. Nie ma w nich nic technicznego, jest szczodry owoc, ożywcza kwasowość, chłód. Chce się to wino pić, pić, pić…

Wyobrazili sobie Państwo to wszystko? Świetnie. Ja też sobie wyobraziłem, taki jest mój Mullygrubber wymarzony. Jaki jest w rzeczywistości, nie dane mi się było niestety przekonać, bo okazało się, że dla sklepu internetowego Ballantine’s dostarczenie zamówienia złożonego w zeszłą środę okazało się do tego Winnego Wtorku niemożliwe. Mógłbym zgadywać, że jest na antypodach mojej wizji, że to nudny seryjniak prosto z taśmy produkcyjnej, wino bez charakteru. Ale wolałem sobie pomarzyć, o!

Kto chce się przekonać, jak Mullygrubber smakował tym, którym dane było go dostać, zapraszam na blogi innych uczestników Winnych Wtorków. Sam też zaraz poczytam:

Do Trzech Dych

Uncle Matt in Travel

Viniculture

Sstarwines

Czerwone czy białe

Winne przygody

Książka i wino

Winna Pasja

PS. I oczywiście kiedy zaraz po opublikowaniu powyższej wersji fantasy wyszedłem z domu, natknąłem się na nasze wino w pierwszym branżowym sklepie do którego zawitałem. I cóż… jednak wybieram marzenia. Nos, początkowo stłumiony, odwirowany otworzył się w stronę owocowych landrynek . Usta są bardzo płaskie, niezdecydowane, brak tu życia, jest tu trochę kwasowości, która daje nawet pewną pijalność, ale jest też jakaś nuta nieczysta, pospolita, która sprawia, że obcowanie z Mullygrubberem jest doświadczeniem męczącym. Niesmak pozostawia, dosłownie – landrynkowo-oranżadowy, jak i w przenośni… Po drugim kieliszku resztę pozostawiam do jakiegoś sosu. To niestety antypody moich gustów.

Reklamy

5 komentarzy on “Antypody antypodów”

  1. boryska pisze:

    Cóż, Zamulonego Grubasa też dodałam do zupy, mało, żeby mi jej nie zoranżadował:)
    A gdzie kupiłeś w Krk?

  2. kubajanicki pisze:

    Na Karmelickiej, w dawnym Sony – Wina Alkohole czy coś takiego. Ja nim chlapałem szparagi, też delikatnie 🙂

  3. Re pisze:

    Czy te winne wtorki mają mieć posmak BDSM?;)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s