Ręka Midasa – St Andrea

Każda rozmowa w Egerze zaczynała się od rytualnego narzekania na rocznik 2010. Nam dał się we znaki głównie powodziami, ale deszczowa pogoda przyniosła wielkie straty całemu środkowoeuropejskiemu winiarstwu – zbiory były kiepskie w Niemczech, Austrii, Czechach i, oczywiście, na Węgrzech. W Egerze do końca maja 2010 spadło tyle deszczu, ile średnio spada tam przez rok – zaś do końca roku całkowita suma opadów podwoiła się…

Co to oznacza dla winiarzy, niech świadczy przykład przytoczony podczas degustacji u jednego z wiodących egerskich producentów, gdzie głównym winemakerem jest wielokrotnie nagradzany Dr. György Lőrincz – w St Andrei. W poprzednich latach tylko podstawowego, białego kupażu Napbor powstawało tu dwadzieścia kilka tysięcy butelek – w 2010 wszystkich białych win zabutelkowano tylko dwadzieścia tysięcy!

Jednak rok 2010 dla St Andrei nie był całkowicie stracony – w lipcu zeszłego roku przy piwnicy producenta, na krańcu urokliwej podegerskiej miejscowości Egerszalok stanął designerski sklep z salą degustacyjną, jakiego nie powstydziłby się żaden światowy winiarz. Minimalistyczna architektura, świetne meble, sącząca się w tle muzyka, płaski ekran ze zdjęciami z parcel, z których wina właśnie degustujemy… Słowem, nowoczesność, ale w najlepszym wydaniu – hasło to zresztą pasuje jak ulał także do tutejszych win.

Fresk, czyli  świeżość – rzecz o winach białych


Białe wina z St Andrei mają w sobie niezrównaną czystość i elegancję. Ich aromaty są nienachalne, chłodne i świeże, usta zaś nie są zbudowane – co się w egerskiej bieli nagminnie zdarza – na wysokim alkoholu, ale na wyrazistej kwasowości i mineralności.

Bardzo dobrze, mimo trudnych warunków, wypada wspomniany Napbor 2010, podstawowy kupaż wszystkich białych odmian ze wszystkich parcel St Andrei. Wyraźny kwiatowy nos, średnia budowa, mineralność i dobra kwasowość – ładnie ułożone, codzienne wino.

Niezwykłe wrażenie zrobił biały kupaż z pojedynczej winnicy Boldogsagos 2009 – od 2006 roku prowadzonej zgodnie z regułami biodynamiki. Znajdziemy w nim  Olaszrizling, Viognier, Pinot Gris (zwane tu Szurkebarat) i Sauvignon Blanc. Nos jest subtelny, bardzo świeży, z nutą ziołową i twarogową . Średnie ciało – i piękny, pionowy, długi, mineralny finisz. Brawa.

Niejako w ramach eksperymentu – tylko 1704 butelek – powstało tu znakomite, nieoczywiste Hárslevelű 2009, o ziołowym bukiecie i eleganckich ustach. Jeszcze większą gratką – 1122 butelki – jest Chardonnay z pojedynczej parceli Ferenchegy, rasowe, z wyraźnym, obok odmianowego, rysem terroir: nutami bazylii i pokrzyw, bardzo pełne, z charakterystyczną kwasowością.

No i wreszcie flagowe białe wino St Andrea – Örökke 2009 (nazwa ta oznacza Na zawsze), kupaż  Hárslevelű, Pinot Gris, Chardonnay, Rajnai Rizlinga, Sauvignon Blanc, Viogniera i Olaszrizlinga. Uwodzicielski, zmysłowy nos pełen tropikalnych owoców z nutą skórki chlebowej.  Örökke wypełnia podniebienie całkowicie, lecz czyni to z gracją i lekkością – niczym fresk na sklepieniu, który wyszedł spod ręki zdolnego malarza… A do tego potężny, długi finisz. Tego samego dnia udało się nam jeszcze skosztować w świetnej restauracji Imola inny rocznik tego wina, rzadki już Örökke 2006 – tu jeszcze wyraźniejsze były ewoluowane , para-tokajskie czy alzackie wręcz rejestry aromatyczne, usta były przy tym jednak (zapewne z racji wieku) lżejsze, bardziej kwasowe i mineralne. Niezwykłe przeżycie.

Opowieść o trzech Pinotach – rzecz o winach czerwonych

Degustację win czerwonych zaczęliśmy od zestawu, który przyćmił wszystko, co przedtem i potem dane nam było w Egerze pić. Powiedzmy sobie to jasno i wyraźnie, jak jasne i wyraźne są te wina – St Andrea odkryła węgierską Burgundię. Powstające tu wina z Pinot Noir mają złożoność, świeżość i pełnię życia godne najlepszych na świecie interpretacji tego szczepu.

Już podstawy Pinot z różnych parcel, nazwany Pinot Noir Csakegyszoval 2008 (co oznacza Jednymsłowem – właśnie tak, razem zamiast osobno pisane) to nad wyraz porządny, rustykalny w stylu burgund o mięsnych, wędzonych zapachach uwalniających stopniowo soczyste czerwone owoce, piwonie i róże. Usta są lekkie, o nieco suchych taninach, ale w sumie pięknie ułożone i bardzo rześkie.

Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak przy Pinotach pochodzących z pojedynczych parcel – ich nazwy są zarazem nazwami win. Aż trudno sobie wyobrazić, że wina o takim bogactwie powstały z krzewów nasadzonych w 2002 i 2003 roku! Zaiste, wielka jest siła tutejszego tufowego terroir.

Pinot Noir Paptag 2008 pochodzi z działki, gdzie nad tufem znajduje się 4-5 metrowa warstwa żyznej, bogatej gleby. Bukiet tego wina jest niebywale złożony: wiejsko-owocowy i zarazem lekko apteczny. Taniny są subtelne, kwasowość mocna, czereśniowa. Chce się pić.

Pinot Noir Ferenchegy 2008 jest w nosie mniej owocowy, pachnie kurzem, strychem i mgłą, usta za to mają więcej owocowej soczystości i bardziej zaznaczone garbniki. Kompletne, doskonale ułożone wino.

I wreszcie trzeci zawodnik, Pinot Noir Hangacs 2008 z dużej, 20-hektarowej parceli położonej w pobliżu Demjén. To znowuż wino najbardziej z całej trójki kontemplacyjne i introwertyczne, może nawet ciut mroczne – ziołowe w nosie i ustach, o ułożonych taninach, głębokie, ale nie ekstraktywne.

Gdybyśmy te trzy Pinoty potraktowali jako braci, to ten trzeci byłby małomównym przystojniakiem z tajemniczym błyskiem w oku – zresztą, jak dowiedzieliśmy się od Tamása, który przeprowadzał dla nas degustację, właśnie Hangacs cieszy się wśród winomanów największym powodzeniem…

Po takich wrażeniach kolejne butelki z szerokiego jak bary winogrodnika portfolio St Andrei nie budziły już emocji, na jakie z pewnością zasługiwały. Aldas 2008, podstawowy Bikaver (40% Kekfrankos, 30% Merlot i jeszcze Cabernet Franc, Syrah, Menoir i Pinot Noir) wolny był od typowo bikaverowej buraczanej zieloności, wciąż oferując jednak elegancką ziemistość i szorstkie garbniki.

Bikaver 2008 ze wspomnianego siedliska Hangacs 2008 (Po 25% Kekfrankosa, Cabernet Franc i Merlot, do tego Pinot Noir i Menoir) to bardziej złożona interpretacja byczej tradycji – wiśniowo warzywny nos, bardzo wyraźny owoc, koncentracja bez przeciążenia, wreszcie wyrazisty syropowy finisz.

I na końcu perła w koronie tutejszej czerwieni – czyli w zasadzie rubin – Merengo 2008, kupaż 40% Merlota, 30-35% Kekfrankosa i 20% Cabernet Franc z dodatkiem Syrah, Pinot Noir i Menoira. Jest to wino niezwykłe, bardzo bordoskie w wyrazie – pełne i silne, ekstraktywne, ale przy tym o pięknym, krągłym owocu, bez grama nieprzyjemnej suchości.

St Andrea to jest niezwykły projekt, a György Lőrincz ma do wina rękę Midasa. Jasna jak złoto jest ta nowa twarz Egeru.

Reklamy

2 Komentarze on “Ręka Midasa – St Andrea”

  1. Gratulacje! Spróbowanie Pinotów single vineyard St. Andrei to nie lada gratka. Gdzieś w czerwcu te wina są już wyprzedane – z powodu malutkich ilości oraz mitu, jaki do tych win już na Węgrzech przylgnął.
    W 2007 PN Hangacs też był najgłębszy i najbardziej mineralny. Czy miałeś okazję spróbować Paptaga 2006? Jedyny raz Lorincz zabutelkował PN bez żadnej filtracji…

  2. kubajanicki pisze:

    Nie, niestety nie – tylko te trzy z rocznika 2008, a żałuję, bo trochę takich dirty klimatów mogłoby sprawić, że te wina będą jeszcze lepsze… Szczęśliwie z tego Paptaga i Ferenchegy udało mi się kupić

    A tak w ogóle to pozdrowienia od Tamasa z St Andrei – tłumaczyłem mu na bieżąco, ku jego ukontentowaniu, Twoją notkę z egerskiego numeru MW 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s