The Good German

Chciałem napisać o miłości. O mojej wielkiej miłości do przegranej sprawy.

Powiedzmy sobie jasno: ziemi, tej ziemi, nie było nigdy i nie będzie po wieki wieków dane rodzić wielkich win czerwonych. Ba, wszak nawet z ledwo dobrymi jest na naszej wysokości geograficznej problem. Ja jednak, na przekór tym okolicznościom,  wbrew nim i dla nich właśnie tak kocham czerwone wina z naszej części Europy – bo robienie ich to jest wyzwanie rzucone naturze, to jest bój o każdą piędź terror, to jest poświęcenie, którego cel rzadko usprawiedliwia środki. Taka winiarska martyrologia – a martyrologię, wiadomo, wysysa się u nas z mlekiem matki.

Oczywiście, są rzadkie chwile radości, zdarzają się, coraz częściej, wspaniałe czerwone wina morawskie, bywają ciekawe wina słowackie, polskie rodzynki nawet trafiają się od czasu do czasu, jak wina Płochockich, Macieja Kaplity czy Lecha Jaworka. Ale ogólnie, wiadomo, jest to orka na ugorze i szukanie igły w stogu siana.

Podobnie się czułem ostatnio w Niemczech. Nie mając wielkiego opicia w tamtejszych czerwonych winach i słysząc o znacznych postępach, jakie one robią, liczyłem na olśnienia. Niestety, wydaje się , że ekstremalny styl beczkowy – dążenie do histerycznej ekspresji przy nijak nie usprawiedliwiającej jej wątłości materii i owocu – pozostaje zmorą niemieckiego winiarstwa, dolegliwą jeszcze bardziej niż w przypadku Austriaków. To, co mają do zaoferowania niemieckie Rieslingi i Weissburgundery, tak czołowe wina światowe, jak i świetne codzienne, zdaje się stawiać tameczną czerwień na pozycji z góry straconej.

Ale jednak warto dochować wiary. Na semper fidelis czeka nagroda – w moim przypadku był nią kupiony w ostatniej chwili i przywieziony z Niemiec Spätburgunder 2008 z Weingut Freidrich Becker. Spätburgunder to jest niby to samo co Pinot Noir, ale jakoś beczkowi niemieccy moderniści tak się go nauczyli winifikować, że ma się nijak do francuskiego odpowiednika – podobnie jak w warstwie leksykalnej nazwa szczepu, diametralnie różna bywa jego lekkość na podniebieniu.

Tymczasem wino od Beckera okazało się burgundzkie per se. Aromaty dębu i wanilii delikatnie wprowadzały mocne odmianowe nuty czerwonych owoców i kwiatów, podbite pikantnością i lekkim kompotowym podgotowaniem. Usta były pełne i odświeżające, żywe, o średniej długości i wyraźnej, ale doskonale zbilansowanej z taninami kwasowości. A to był dopiero podstawowy Spätburgunder od Beckera, marzą mi się teraz bardziej wyrafinowane jego wersje…

Takie wina to zaiste piękny przykład, ile zdziałać mogą wespół w zespół francuski styl i niemiecka solidność – inspirujący, niczym niegdyś Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Może warto się  przyłączyć?

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s