Fado w stylu pop

Zesłanie w Monachium – na które to Monachium tutaj okropnie narzekam, a które jest przecież całkiem fajnym miastem – dobiega końca. Koniec to zawsze melancholia (choć wracamy w pozytywnych nastrojach), więc i wino powinno mu towarzyszyć melancholijne. A czy jakieś może mieć w sobie więcej tristesse niż portugalskie? Może tylko węgierskie, ale węgierskich tu nie uświadczysz. Więc portugalskie.

Wino to EA Tinto 2008, Vinho Regional z  Alentejo , od znanej dość firmy, Adega Cartuxa (to przedsiębiorstwo spore, z 300 hektarami upraw i prawie dwoma milionami butelek rocznie). EA, ich etykieta codzienna, to kupaż lokalnych szczepów – Aragones, Trincadeira, Castelao i pochodzącego z Langwedocji Alicante Bouschet. Przy czym, mimo braku w kompozycji coraz częściej spotykanych w regionie szczepów-pop-gwiazdek, czyli Cabernet Sauvignon czy Syrah, zrobione jest w dominującym w regionie ekstraktywnym stylu nowoświatowym. Dojrzałe czerwone owoce z nutą dymną w nosie, usta z dozą słodyczy, dojrzałe…

Można by ręce załamać: to nie jest taka ziemista, ziołowa, nieprzystępna Portugalia jaka powinna święcić tryumfy, to nie jest fado, to nie jest wino dla Fernando Pessoi. Pewnie, mnie też to nie kręci. Ale Portugalia en bloc, a zwłaszcza Alentejo to jest jednak wielki potencjał dla winiarstwa nowoczesnego – a EA pokazuje jego najjaśniejszą stronę. Usta mają, mimo krągłości i aksamitności tanin, zadzior w postaci kwasowości, a nieprzęgięty owoc daje dużą, duża pijalność. To jest taki Pessoa sfilmowany przez Almodovara, flirt starego z nowym – z dobrymi rezultatami.

A jeszcze ciekawsza jest historia tej flaszki. Otóż włócząc nocną porą po Monachium, w modnej dzielnicy Glockenbachviertel trafiliśmy do uroczego małego sklepiku pod nazwą Club do vinho. Właśnie odbywał się tu wernisaż świetnych grafik pewnej rosyjskiej artystki: więc staliśmy sobie tak: my, Polacy, Portugalka-właściciela lokalu i rosyjska artystka, i gawędziliśmy o popycie na portugalskie wina w Niemczech, o plusach i minusach życia w mieście takim jak to: niby wąsatym i piwnym, ale wyluzowanym, przyjaznym, multikulturowym jak to właśnie wino, które tam na dobranoc kupiliśmy i dziś piliśmy na dobranoc.

Dobranoc.

Advertisements

7 komentarzy on “Fado w stylu pop”

  1. denko pisze:

    Gwoli ścisłości, portugalska „tristesse” to „saudade”. I z niemiecką „Sau” mało ma wspólnego…Proszę, Obrigado,Przepraszam!
    d.

    • kubajanicki pisze:

      A racja, racja. Ale słuchałem ostatnio jakiegoś fado i pan śpiewał coś że mu dolega „trisztes”, więc może mają na to więcej niż jedno słowo, podobnie jak Inuici na śnieg (tak, wiem, że to urban legend :)))

      • denko pisze:

        Zaiste, (teraz już po trzykroć) racja! Portugalczycy, ból istnienia = „triszteza”,”sałdade” do wyboru. Słońce im się nurza w morze, a do Ameryki czy Macao daleko..No, jednym słowem Algarve! (jak mówi Pawlak, nie Kargul) Moja zaś prywatna „urban legend” (lekko nie lubię tej nazwy, bo kojarzy mi się m.in. z „zaUsznikiem” poprzedn. reżymu) podaje, działając zresztą na b.małym zbiorze danych statystycznych, że klimaty „fado” to częściej sprawka win węgierskich niż portugalskich… Taki paradoks. Wesołego Po Świętach!
        d.
        P.S. Co do „niucha octowego i utlenienia” z wątku p. W.B.,to dostępne były one w ub.roku za dużo mniejsze pieniądze 😉 np. w „ofercie” portugalskiej(2 wina) sieci polo-market!

      • kubajanicki pisze:

        Wiadomo, wszak Węgrzy to melancholicy do potęgi. Siedzieliśmy kiedyś z przyjaciółmi w wielkiej a pustej sali budapesztańskiej restauracji, w której powstały rzekomo słowa do Gloomy Sunday, hitu wszechczasów samobójców, patrzyliśmy na zgromadzone wokół trofea i bibeloty i gdyby nie zacne własne towarzystwo i liczne karafki jakiegoś domowego – acz przyzwoitego – wina to kto wie, czy też by nas triszteza pospołu z sałdade nie zeżarły… 🙂

  2. Ciekawe, bo „Adega Cartuxa” jak piszesz (a ściślej Fundacao Eugenio de Almeida od nazwiska fundatora i stąd to EA) to jest raczej tradycyjny producent, w swoich droższych winach czerwonych Cartuxa, Cartuxa Reserva i spekulacyjnym Pera-Manca (w Portugalii 150 EUR) kultywujący oldskul na czele z lekkim niuchem octowym i utlenieniem. Ale EA już dawno nie piłem. Może zmienili front ze względów komercyjnych.

    • kubajanicki pisze:

      Ta butelka to była bardzo wyraźna moderna, pamiętam jako żywo, jak się moja małżonka okropnie krzywiła na tę nowoczesność 🙂

      Rzuciłem jeszcze okiem na Snootha i są tam bardzo ostrzegające sformułowania:

      Winemakers Notes:
      These are easy drinking wines produced for immediate drinking. They reveal the warm friendly fruitiness of the main grape varieties of the Alentejo region.

      I tak to też mniej-więcej wyglądało 🙂

  3. Re pisze:

    Moment wyjazdu z Bawarii nieodłącznie przypomina mi się, kiedy kończyła się moja „przygoda” ze zmywakiem am den Bodensee i pytałem mojego niemieckiego szefa: co mogę tu kupić, takie typisz bajrisz. On, pomyślał, podumał – wskazał na kozy, chwycił się za wirtualną koźlą brodę i powiedział: to jest najbardziej tipisz bajrisz;)
    Najlepszego!
    Kris


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s