Wykrzyniki i pytajniki

Degustować – to tylko brzmi jak łatwizna. Zwłaszcza, gdy  wisi nad człowiekiem konieczność ferowania wyroków, a okoliczności jakby się sprzysięgły, by to utrudnić. Okoliczności, dajmy na to, następujące: człowiek jest przeziębiony i gardło go boli przeraźliwie; człowiek przebywa na wygnaniu w Monachium, mieście Świętego Paulanera, gdzie piwo pija wszyscy i wszędzie, a wino traktowane jest po macoszemu; człowiek dysponuje kiepskimi warunkami i wino do degustacji schładza wodą bieżącą, blokując umywalkę w malutkiej łazience małego hotelowego pokoiku.

Ale furda z okolicznościami, bo zaczęły się Winne Wtorki, projekt już głośny i intensywnie komentowany – co dwa tygodnie miriady rodzimych blogerów biorą na widelec to samo wino i równolegle dzielą się opiniami o nim. I to właśnie pierwsze wino z tego projektu odpowiada za blokadę hotelowej umywalki – a właściwie dwa wina. Pod lupę tym razem poszedł australijski Shiraz McGuigan Estate, jednym udało się dostać rocznik 2008, innym 2009, jak kupiłem oba.

I cóż tu dużo mówić – są powody, dla których człowiek nie pije z reguły win z Nowego Świata. To się może wydawać snobistycznym uprzedzeniem, zadzieraniem nosa, to nie jest łatwe dla tego człowieka niepijącego – wyrzuty sumienia budzi własny krzywy uśmiech kiedy ktoś się rozwodzi nad Chile, te ziewnięcia gdy rozmowa schodzi na Australię, czy wreszcie ledwie pobłażliwa akceptacja całkiem przecież fajnej Nowej Zelandii.

Ale jest tak, że się różnych emocji szuka w winie. Jedni szukają mocy – speedu, poweru, wykrzykników. Inni  zaskoczenia – tajemnicy, niespodzianki, pytajników. Ja jestem po stronie pytań. McGuigan krzyczy.

Rocznik 2008 robi z dwóch flaszek lepsze wrażenie. Są w nosie podkłady kolejowe, są nuty czerwonych owoców – jest śliwka suszona i wiśnia w czekoladzie. Usta raczej krępe, z przyjemną kwasowością, ale owoc przy tym rozwodniony, a całość oczywiście nowoświatowa: krągła i kompotowa. Do tego finisz lukrecjowy, z wyraźną słodyczą. Jakby człowiek przełykał pralinkę na ciocinych imieninach, uśmiechając się przy tym fałszywie… I w dodatku do ciocinych klimatów – coś krąży tutaj z proszku do prania, obecna jest jakaś goryczka, chemia.

Rocznik 2009 – w tej samej cenie 49 zł – to po prostu kaplica. W nosie jeszcze mocniejsza chemia, smar z monachijskiego metra i więcej prostych nut wsiowo-wędzonych. Usta są bardziej okrągłe, mają słabsze taniny, wyrazistszy niby owoc, ale jeszcze bardziej kompotowy, zdecydowanie mniej tu kwasowości i mniej ciała. Wino bardziej marcepanowe od tego o rok młodszego, mniej żywe, wypłaszczone.

Człowiek żywi nadzieję. Że wróci na łono Ojczyzny, że odzyska zdrowie, że mu przyjdzie w ramach Winnych Wtorków pić świetne wina – bo to piękna inicjatywa jest i  warta dobrych win.

Reklamy

3 komentarze on “Wykrzyniki i pytajniki”

  1. Łukasz Wiecheć pisze:

    Ech, ciężko czasem pić wino – racja!… ale się udało, a z całego bardzo miłego komentarza, najbardziej podobał mi się ‚podkłady kolejowe’ w nosie :).

    Viva vino,

    Ł.

  2. Re pisze:

    Ja nie wiem, czy w Australii nie da się robić wina innego niż: krągłe z nutami czerwonych owoców, intensywne, wpadające w kompot?:D
    Najlepszego!
    Kris
    P.S.: Wtorkowa inicjatywa świetna, już Ci nawet miałem zazdrościć, kiedy pomyślałem: mój Boże – oni tam przecież będą Nowy Świat również pijać;)

    • kubajanicki pisze:

      Da się robić wina, które mają te cechy posunięte do granic absurdu – vide d’Arenberg, którego mieliśmy okazję pić u Was podczas pewnego pamiętnego wieczoru 🙂

      A Winne Wtorki… Cóż, teraz będzie o wiele bardziej w moich klimatach. Ale więcej nie zdradzam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s