Wymień słynnego Słowaka

Słowacja to jest taki kraj, z którego sobie łatwo stroić żarty. Ościenne mocarstwo. Wymień słynnego Słowaka. Prezydent-ksiądz-kolaborant Tiso i burak Mecziar. Śmieją się ze Słowaków Czesi, nie przepadają za nimi Węgrzy, Polacy o Słowakach nie myślą w kontekście innym niż narty. Sam nieczyste mam sumienie, bo ilekroć jadę przez Słowację, kpię sobie z ich wspaniałych krajobrazów i cudownych dolin, co do sztuki niemal oszpeconych koszmarnymi pamiątkami po komunistycznej industrializacji – jakimiś zakładami, fabrykami, składami, które zdają się nie mieć żadnego innego sensu poza właśnie obrzydzaniem widoków gościom… Choć może być też tak, że ja po prostu postindustrialnego czaru Słowacji nie doceniam, a w tych wszystkich opuszczonych cementowniach powstaną wkrótce hipernowoczesne restauracje, w których rezerwacje trzeba będzie robić z rocznym wyprzedzeniem.  Oby.

Jest jednak jedna rzecz, za którą Słowację należy chwalić. Oni tam piją wino – i to własne ich, słowackie wino z reguły. Na każdej stacji benzynowej, w każdym sklepie można dostać za psie pieniądze butelkę Veltlinskiego Zelenego  czy innej Frankovki Modrej. Są to, rzecz jasna, kwasy straszliwe zwykle, wina o intensywnie kartonowym posmaku. Ale są – ku chwale wina, winiarzy i wino pijących.

Pojawiają się też jednak na Słowacji poważne projekty biznesowe związane z winem. Duże firmy o marketingowym zacięciu w nowoświatowym stylu, środkach na realizację konkretnej polityki reklamowej – ale przy tym poszukujące czystości i oryginalności win. Rasowe, pewne etykiety w dobrych cenach, wsparte siłą marki to zjawisko, które nas w kontekście Nowego Świata już znużyło, nikt się na produkcje z Concha y Toro nie napala – ale widzieć takie starania i wina pić takie z ościennego mocarstwa, o, to jest inna zupełnie historia.

Historię tę pisze m.in. Chateau Topolcianky, marka ciekawa, bo istniejąca od 1933 roku – w tych czasach winnicę w Topolciankach, o tradycji sięgającej XVIII wieku, odwiedzał regularnie legendarny czechosłowacki prezydent Masaryk. Później było podręcznikowo – komunistyczna nacjonalizacja, masówka, tandeta i syf. Od 1993 firma znów działa na swoim – coraz prężniej, bo  na ostatnich Targach EnoExpo w Krakowie miała własne, sporo stoisko, na którym prezentowała kilkadziesiąt (sic!) etykiet. Ich Alibernet, krzyżówka szczepów Alicante Bouschet i Cabernet Sauvignon, zyskał zresztą uznanie targowego jury.

Mnie w ostatni piątek  w spragnione usta wpadły – zahaczając po drodze o nos – trzy proste wina z linii Chateau Noir (ogarnięcie szerokiej gamy win z Topolcianek to wyzwanie przerastające przeciętnego winnego blogera, jakaś brzytwa Ockhama powinna tu wkroczyć do akcji), z półki cenowej do trzech dych, że się tak wyrażę.

Najmniej interesujący był biały Sauvignon – bezrocznikowy, podobnie jak pozostałe wina.  Nos miał niezbyt wyraźny, ale raczej odmianowy, z nutą agrestu i odrobiną brzoskwiniowej słodyczy.  Usta niby trzymały kwasowość, ale ciut były puste, z echem tego nieszczęsnego słowackiego kartonu.

Dwie następne propozycje były znacznie ciekawsze. Muskat Moravski miał kwiatowe jak się patrzy aromaty i smaki, pozbawiony większej długości oferował w jej miejsce dużą pijalność, równowagę i znacznie więcej energii niż Sauvignon. Najciekawsza zaś okazała się czerwona Frankovka Modra, o pięknym owocu, znakomitym balansie ciała i kwasowości oraz o sprężystości, jakże dalekiej od środkowoeuropejskich klisz.

Kto wie, może przy takich wysiłkach i nakładach Słowacja przestanie jednak w winiarstwie być jedynie tym krajem, który nazywa się podobnie do Słowenii?

Reklamy

6 komentarzy on “Wymień słynnego Słowaka”

  1. Dwa lata temu w słowackim sklepie spożywczym kupiłem karton win zupełnie mi nieznanych producentów po 2 euro za butelkę i chyba tylko jedno wylałem, reszta była co najmniej bardzo pijalna, czy wręcz smaczna. Może po prostu miałem szczęście?

    Pozdrawiam!

  2. kubajanicki pisze:

    Może szczęście, a może to ja miałem pecha – albo przesadziłem z emfazą i tym samym tonem krytycznym? Bez wątpienia są pijalne, soczyste słowackie wina – nie tylko z Topolcianek. Ale jednak zdarzają się nuty zielone czy kartonowe właśnie…

    Zresztą, moje doświadczenie w tym przypadku nie ma siły statystycznej – wynika nie z przekrojowych degustacji, tylko dość przypadkowych etykiet pitych w polowych, a czasami mocno imprezowych warunkach – a w takich warunkach przecież sprawdzają się nawet te pozornie „gorsze” butelki.

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Wspomniany wcześniej karton przywiozłem do domu i piłem w dość sterylnych, choć może nie laboratoryjnych warunkach codziennej domowej konsumpcji. Z pewną zielonością win na tym poziomie cenowym godzę się niejako z założenia, ale muszę dodać, że cabernetów i merlotów nie kupowałem, więc może dzięki temu największe rozczarowania mnie ominęły 🙂

      Pozdrawiam!

  3. Martin pisze:

    Ten producent ma też dużo lepsze wina, nawet takie którym udaje się zdobyć złoty medal na Vinalies w Paryżu (http://bit.ly/dJ3NUS), raczej bez nuty kartonowej 😉

    • kubajanicki pisze:

      Tak, tak, jak pisałem – na EnoExpo piłem także inne, bardzo ciekawe Topolcinaky.

      Przy okazji – gratuluje bardzo ciekawej strony. Niech żyją wina środkowej Europy! 🙂

      Pozdrawiam serdecznie!

  4. Re pisze:

    Wymień sławnego Słowaka – a Miroslav Satan i Peter Bondra? Nie żartuj, że ich nie kojarzysz;)
    Najlepszego.
    Kris.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s