O

Są takie wina, które się wymykają opisowi. Przy których te wszystkie nasze kwasowości, owoce, nosy i usta okazują się bezsilne, niewystarczające. Nie chodzi o wina arcybogate, barokowe, których wątki prześcigają się w walce o uwagę zmysłów. W przypadku wielkich Barolo, Amarone, Brunello, potężnych Rioj czy bordosów litanie przymiotników ciągnąć się mogą w nieskończoność, niczym inwentarze mebli i bibelotów z siedzib arystokratycznych rodów.

Tymczasem wobec czystej formy nasz język jest bezradny. Jak opowiedzieć komuś o kwadracie Malewicza? Wyjaśnić, co jest zachwycającego w Corbusierze? Namówić na słuchanie Cage’a? Do tego jest potrzebne doświadczenie – rozumiane zarówno jako przygotowanie poprzez uprzednie przeżycia, jak i jako moment olśnienia, bezpośredni, niezapośredniczony kontakt z dziełem.

Tak, myślę, można tłumaczyć wrażenie, jakie robi Petite Fleur Muscat 2008 od Juliena Meyera. Wojtek Bońkowski pisząc o nim odwoływał się do pojęcia zen, nazywał wina Meyera, minimalistycznymi, wręcz tautologicznymi  – winami o winie. Wystarczy spróbować jednego Petite Fleur Muscat, by zrozumieć ten, wydawałoby się, przeintelektualizowany, koncept. To jest wino jednocześnie pełne i puste, skromne i bogate, wycofane i obecne. Ma piękną, elegancką strukturę obrysowującą podniebienie, ale pozostaje wydrążone w środku – nie syci owocem, nie mami kwasowością. Jak litera O, tak właśnie pogrubiona.  Jest od do. Wino typograficzne, chciałoby się powiedzieć. Nawet pachnie farbą drukarską.

Dodajmy dla porządku, że Meyer jest biodynamikiem.  Ale by zrozumieć, jak różny wyraz może mieć biodynamika, wystarczy porównać jego wina z winami niedawno opisywanego przez mnie Pierre’a Fricka (w między czasie jeszcze wpadł mi w ręce kolejny jego Riesling , pełny odlot) – szalonymi,  nieokiełznanymi, zaskakującymi, na swój sposób surrealistycznie przesadzonymi. Nie wiem, czy w bezpośredniej degustacji Meyer by się przy Fricku bronił – byłoby to jak porównywanie kompozycji Mondriana z fantazjami Dalego. Pozostańmy więc może przy bezpiecznej konstatacji, że obaj tworzyli, tworzą, historię, sztukę  – Mondrian i Dali, Meyer i Frick.

Advertisements

One Comment on “O”

  1. Aż miło czytać gdy ktoś tak pochyli się nad winem… usiłując w sposób „niezapośredniczony” je odczuć, zamiast strzelać z zardzewiałego kałasznikowa tymi wszystkim „świetne”, „zaj..iste” itp.
    Warto spróbować droższych win Meyera, szczególnie Rieslinga Grand Cru Muenchberg (w EP bodaj rocznik 2007 nadal), bo przy podobnym stylu wprowadza on dodatkową problematykę, jest dość pełny, ze świetnym owocem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s