Hamlet i zabłąkana papaja

Każdy zna to uczucie. Wieczorem, po ciężkim dniu pracy czy jakimś służbowym wyjeździe rodzi się w głowie uparta myśl, że zasłużyliśmy na wino, że zasługuje na jego towarzystwo nasza kolacja, jakkolwiek mglista jest jeszcze na tym etapie jej wizja. Wpadamy więc wiedzeni impulsem do jakiegoś sklepu z winem, zaprzyjaźnionego, bo wszystkie są zaprzyjaźnione. Wpadamy, skołtunione myśli próbujemy ogarnąć, patrzymy na półki i… nic.

Nie w tym sensie, że nic na półkach. Półki się pod słodkim (wytrawnym) ciężarem wręcz uginają. W głowie nic. Żadnego pomysłu, żadne konkretne smaki nie nachodzą, nawet widok etykiet, choć koi oczy, wyboru nie ułatwia. W taki momencie, jak uczy doświadczenie, najlepiej zdać się na przypadek. Czy będzie trafny czy wręcz przeciwnie, położy kres hamletyzowaniu.

Czasem zdarza się jednak tak, że efektem takich hamletycznych poszukiwań będzie hamletyczne wino – niezdecydowane, rozpięte między różnymi porządkami. Tak mi się zdarzyło ostatnio. Proszę sobie wyobrazić – Vipava Beli Pinot Ventus 2008 od słoweńskiego producenta Vipava 1894, nabyty za przyzwoitą nad wyraz sumę w Centrum Wina. O winie słoweńskim wiem niewiele, piłem je bardzo wyrywkowo i tylko mi się o uszy obiło, że coraz się tam lepiej robi, że Smicic, że biodynamicy na pograniczu słoweńsko-włoskim dokonują prawdziwych cudów… Vipava 1894 to jednak nie żadni eksperymentatorzy, ale wielki, wiodący w regionie producent z bardzo szerokim wachlarzem etykiet.

Ich Beli Pinot był przedziwny. W kolorze intensywny, jasnozłoty. W nosie bardzo silna redukcyjna nuta kiszonej kapusty, a zarazem akcenty utlenione, jabłkowo-rodzynkowe, orzechy w miodzie i trochę nafty do kompletu. W ustach się ta dwoistość potwierdza – jest tu sporo cukru i zbudowane na nim wysokie podniebienie, trochę  kontrastującej kwasowości,   a do tego wanilia i nawet jakaś zabłąkana papaja w finiszu.

Właściwie to taki Hamlet bardziej w wersji bardziej Buzza Luhrmanna niż Kennetha Branagha –postmoderna i misz-masz do tego stopnia, że z trudem przychodzi jednoznaczna rekomendacja: pić albo nie pić. Ale spróbować można.

Reklamy

2 Komentarze on “Hamlet i zabłąkana papaja”

  1. Spróbować raz… Vipava 1894 to dla mnie kit, wina jeszcze jedną nogą w stylu jugo. Z ich szerokiego katalogu akceptuję właściwie tylko Zelena, bo śmieszny w swoim pomieszaniu zieleni i cukru. Z Twojego opisu wynika że ten wirus zaatakował też Pinota.
    Ale jest wszak tyle lepszych win…

    • kubajanicki pisze:

      I ten Pinot też był taki, jak to mówią: i śmieszno, i straszno.

      A że dużo lepszych – wiadomo, dziś dostałem z Enoteki dwa Meyery. Niestety, flaszka Nature okazała się strzelona (totalna oksydacja, ocet, ekstremalny aftertaste drożdży), za to Muscat Petit Fleure 08 jest zjawiskowy, coś napiszę o nim pewnie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s