Sabo, nie idź tą drogą!

Zacznę od tego, że polskie wina kocham miłością ślepą, głupią, patriotyczną i pisowską. Uwielbiam ich dziką kwasowość i totalną nieprzewidywalność, aromaty naszych swojskich jabłek i pokrzyw, warzyw z niedzielnego rosołu, landrynek, a nawet naszych swojskich lisków, co to chodzą koło drogi bez tego i owego. Tak je kocham, że bez wahania sięgam głębiej do kieszeni, by spełnić patriotyczny obowiązek i wydać te 50 czy 60 złotych za wina Jaworka, Płochockich czy Adorii, które między Bogiem a prawdą kosztować winny połowę te kwoty – bo wiadomo, swój do swojego po swoje etc.

Teraz dodam, że wina Lecha Jaworka uważam za najlepsze w Polsce – Pinot Gris 2009 to rzecz zjawiskowa, którą be wstydu woziłem do Włoch na prezenty, Riesling i Traminer też zresztą były znakomite. I czerwień Jaworkowa, Ciemny Burgund 2008 czy Pinot Noir 2008, przy całej swojej spowodowanej niezbyt dobrym dla winorośli w Polsce rokiem słabości, miały jakiś wyraz, zadziorność, charakter.

Cieszyłem się więc wielce, gdy w moje chciwe dłonie wpadł Pinot Noir 2009 (podstawowy, jest jeszcze tajemniczy wariant Prestige). Cieszyłem się, mimo absurdalnego wydatku rzędu 90 zł – co jest kwotą wręcz wielokrotnie zbyt wysoką. No ale, swój do swojego etc. A potem otworzyliśmy to wino i miny nam zrzedły….

W nosie – bejca, lakier, wędzonka, długo długo nic, jakaś czekolada, dalekie, bardzo dalekie echo nierozpoznawalnego owocu. Usta? Tego się można było niestety domyślić, usta słodkie beczkową słodyczą, wanilia i śliwki o potężnym nowoświatowym natężeniu. Zniknęły w tej beczce grona kompletnie, zniknęło Pinot Noir, zniknął terroir, jakkolwiek trudny i niewdzięczny, wessała beczka cały fun i nieprzewidywalność i wypuściła z siebie sformatowane wino które mogło powstać gdziekolwiek z czegokolwiek.

Mam potężną nadzieję, że ten kierunek – widoczny także w Pinot Noir z Adorii – to jest jakiś eksperyment, jakaś droga testowa i polskie wina czerwone nią nie pójdą, nie będziemy mieli beczkowych potworków w stylu często spotykanym w Niemczech. Że, jeżeli już bez nowych beczek się nie da, będą wtapiane elegancko w wino jak w Dornfelderze od Macieja Kaplity z Winnicy Comte

A póki co serce krwawi. Bo jak swój do swojego, to po swoje by chciał, po swoje!

Advertisements

One Comment on “Sabo, nie idź tą drogą!”

  1. Re pisze:

    Smutna sprawa. Pytanie jedynie jest takie, czy to nie jest na dłuższą metę droga właściwa, aby na tym winie w Polsce zarabiać? Wiesz przecież, że 99% naszych znajomych, jeśli lubi wino, to „Francji nie trawi, Włoch nie pija, za to te argentyńskie Malbeki, ze stacji BP…” Mam wrażenie, że słabo trafia do naszych przeżartych vegetą podniebień, wino zmysłowe, niuansowe, za ideał uchodzi banalnie krągły nowoświatowy Shiraz, względnie cierpki Egri Bikaver. Jak ktoś wyda 90pln to chce wina donośnego, niczym jerychońskie trąby, a nie burgundzkiej ulotności. Może w tę stronę zmierzają w naszych winnicach, wszak wiedzą, że bardzo ciężko będzie im zaistnieć, przy naszym klimacie, na rynku dla bardziej wyrobionych winnie klientów.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s